Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Jawność władzy stała się dla nas normą. Na szczęście dla naszej demokracji

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

O dostępie do informacji publicznej nikt w przeddzień wstąpienia Polski do Unii Europejskiej nie mówił. A dziś bez niego nie możemy sobie wyobrazić życia społecznego

Niewykluczone jednak, że prezydent Aleksander Kwaśniewski, apelując w dniu wstąpienia Polski do UE do osób zebranych na pl. Piłsudzkiego w Warszawie, by pogratulowali "sobie demokracji, za którą opowiedzieliśmy się w sposób jednoznaczny, i zbiorowej zgody na rządy prawa, jako podstawy bytu naszego państwa", myślał o tym samym, co dwa lata wcześniej zauważył amerykański sędzia Damon Keith w głośniej sprawie Detroit Free Press versus John Ashcroft. W uzasadnieniu wyroku podniósł, że "demokracja umiera za zamkniętymi drzwiami" oraz że "prawdziwa demokracja opiera się na wzajemnym zaufaniu, że urzędnicy są kompetentni i uczciwi, a poinformowani obywatele są w stanie dojść do logicznych sądów".

Prawo konstytucyjne

A zatem pytanie o stan jawności władz w Polsce i instytucjach Unii Europejskiej jest w istocie - o czym należy zawsze pamiętać - pytaniem o stan demokracji.

W ciągu ostatnich 10 lat ani w Polsce, ani w instytucjach UE nie dokonała się znacząca ewolucja, jeśli chodzi o prawo dostępu do informacji publicznej: ma ono solidne konstytucyjne podstawy (art. 61 naszej konstytucji). Traktat o Unii Europejskiej już w art. 1 stanowi, że UE jest związkiem narodów Europy, "w którym decyzje podejmowane są z możliwie najwyższym poszanowaniem zasady otwartości". Znalazło się ono również wśród praw gwarantowanych Kartą praw podstawowych (art. 42).

Konieczna przejrzystość

Nastąpiła jednak ewolucja, jeśli chodzi o sposób postrzegania roli jawności w demokracji. Prawo, o którym 10 lat temu mało kto wiedział lub było traktowane jako pusta deklaracja, jest obecnie uznawane przez obywateli za coś oczywistego, coś, co w demokratycznym kraju jest normą lub nią być powinno. Czymś, o co warto i należy walczyć. Zwiększa się liczba zapytań, polepsza się również jakość i liczba prowadzonych oraz udostępnianych przez administrację rejestrów. Debata na temat jawności i jej granic stała się na przestrzeni tych lat stałym elementem dyskursu na temat kondycji europejskiej i polskiej demokracji. Potrzeba jawności jako elementu państwa prawa jest powszechnie artykułowana przez dziennikarzy i działaczy obywatelskich w stosunku do komisarzy UE, premierów, burmistrzów, urzędników różnych szczebli, partii politycznych, spółek państwowych i komunalnych. Jest to proces, którego już nie da się zatrzymać. Wolontariusze związani z Siecią Obywatelską - Watchdog Polska oraz inni aktywiści z całego kraju od miesięcy skutecznie namawiają instytucje publiczne do publikowania w internecie rejestrów zawieranych umów. W ostatnim tygodniu marca zrobiło to co najmniej 5 instytucji. Na poziomie Unii organizacja ALTER-EU prowadzi kampanię na rzecz zwiększania przejrzystości lobbingu banków i korporacji w procesie stanowienia prawa. Również polscy kandydaci do europarlamentu są zachęcani do wsparcia tych działań.

Niebezpieczne propozycje

Zaangażowanie różnych aktorów w zwiększanie przejrzystości działania władz publicznych spotyka się z oporem tych, którym patrzy się na ręce. Od dłuższego czasu toczy się w ramach instytucji UE dyskusja na temat ograniczenia dostępu do dokumentów Unii. Komisja zaproponowała m.in. ograniczenie dostępu do tych dokumentów, które nie były jeszcze formalnie przekazywane między instytucjami. Podobne zakusy pojawiają się i w Polsce. Dość wspomnieć "wrzutkę" senatora Rockiego i jej powrót pod nazwą tajemnicy dyplomatycznej w przygotowanym przez MSZ projekcie zmiany ustawy o służbie zagranicznej. Projekt zawężenia dostępu do niektórych dokumentów wytworzonych przez instytucje UE spotkał się ze zdecydowaną i jak na razie skuteczną reakcją unijnego rzecznika praw obywatelskich oraz europarlamentarzystów. Również Trybunał Sprawiedliwości UE zdecydowanie daje odpór próbom nieproporcjonalnego ograniczenia jawności. W sprawie Królestwa Szwecji i Turcji przeciwko Komisji trybunał uznał, że prawo do informacji stanowi kluczowy element demokracji i dlatego dostęp do informacji powinien być jak najszerszy.

Obywatele na straży

W Polsce sądy zbyt często podzielają poglądy urzędników, sankcjonując nieznane polskiemu prawu pojęcie dokumentu wewnętrznego czy uznając za wartość bezwzględną tajemnicę przedsiębiorców wykonujących zadania na rzecz administracji. Brakuje również zdecydowanych głosów polityków i rzecznika praw obywatelskich, potępiających próby ograniczenia dostępu do informacji. Tę rolę coraz lepiej wypełniają sami obywatele. Używają różnych narzędzi, by udowodnić, że prawo do informacji oznacza lepszą jakość życia i większe zaufanie obywateli do władz. Zdają się również zadawać kłam twierdzeniu, że obywatele nie są w stanie zrozumieć tego, co władza robi. Mam nadzieję, że za kolejne 10 lat przy okazji jubileuszowych przemówień prawo do informacji będzie wskazywane jako istotny element wzmocnienia demokracji tak w Unii Europejskiej, jak i w Polsce i że będzie to głównie zasługa samych obywateli.

Damon Keith: prawdziwa demokracja opiera się na wzajemnym zaufaniu, że urzędnicy są kompetentni i uczciwi, a poinformowani obywatele są w stanie dojść do logicznych sądów

@RY1@i02/2014/083/i02.2014.083.18300480c.802.jpg@RY2@

Krzysztof Izdebski prawnik Sieci Obywatelskiej - Watchdog Polska

Krzysztof Izdebski

prawnik Sieci Obywatelskiej - Watchdog Polska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.