Na naszych oczach rozgrywa się sprawdzian, ile warte jest prawo międzynarodowe w starciu z prawem pięści
Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie - powiedziała matka Pawlaka, wciskając mu w kieszenie granaty, gdy wybierał się do miasteczka na rozprawę z Kargulem. Oglądając tę scenę w filmie o sąsiedzkich przepychankach na Ziemiach Odzyskanych, zaśmiewamy się do łez. W tamtej, powojennej rzeczywistości ludzie kierowali się prostymi zasadami - kto pierwszy zajmie opuszczoną zagrodę, ten lepszy. Nie ma lepszej okazji do zagarnięcia, co i ile się da, jak wojna, rewolucja, bezhołowie i anarchia. Gdy korzysta z tego drobny cwaniaczek, to wdzięczny temat do zabawnej fabuły, ale gdy z historycznej zawieruchy korzysta całe państwo, śmiech zamiera na ustach.
Zanim deszcz zmył ślady krwi na Majdanie, na obrzeżach Ukrainy rozegrała się błyskawiczna akcja przejęcia Krymu. Europa przyzwyczajona do prawnych procedur, które muszą trwać, ze zdumieniem obserwowała następujące po sobie z zawrotną prędkością i organizacyjną dyscypliną zdarzenia. Zwołane z dnia na dzień referendum, imponujące frekwencją wyniki, natychmiastowe deklaracje przejęcia rosyjskiej waluty, języka, a nawet moskiewskiego czasu, wywołały niepokój. Internauci poradzili sobie po swojemu - złośliwymi memami. Ale polityczna wierchuszka świata stanęła przed bardzo poważnym problemem.
Wydawałoby się, że w polityce międzynarodowej nie może być tak jak w dziecięcej zabawie - zamawiam, więc jest moje i nikt mi tego nie zabierze. A jednak na naszych oczach rozgrywa się taka właśnie zamawianka, podawana z usprawiedliwieniem vox populi, vox Dei. Skądże bowiem te oskarżenia o nieprawne zagarnięcie ziem, skoro uprzejmie zapytano wcześniej mieszkańców, czy chcą zostać zagarnięci? Mniejsza, że głosowali "za" Rosjanie, a Ukraińcy nie uznają referendum. W tym właśnie dla mnie tkwi sedno sprawy. Od lat bowiem żyjemy w przekonaniu, że po to z mozołem budujemy reguły prawa, w tym także międzynarodowego, by zapewnić i jasno określić sposoby rozstrzygania sporów i karania tych, co zasady łamią. Prawo ma gwarantować nam bezpieczeństwo. Jak naiwnym okazuje się to myślenie, doskonale dziś widać choćby na ulicach Symferopola.
Ciśnie się teraz pytanie, co jeśli dowolna mniejszość narodowa, w dowolnym kraju, w wyniku migracji stanie się w danym rejonie większością i zechce ogłosić autonomię, by ot tak, po referendum, przyłączyć do sąsiedniego państwa? Niemożliwe? A dlaczego? Ktoś powie: jest przecież prawo, wspólnota międzynarodowa itp. Ucząc się na błędach poprzednich pokoleń, stworzyliśmy wszakże szereg instytucji, procedury prawne, które mają działać prewencyjnie i chronić nas w obliczu takich zagrożeń.
Tak oto dochodzimy do meritum: a jest nim szacunek do tego prawa. Być może to naiwne, ale wydarzenia na Ukrainie pokazują, że żyliśmy w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, które miały nam zapewniać uchwalone reguły gry. To prawo miało gwarantować poszanowanie słabszych i mniej licznych. Tymczasem okazuje się, że w aspekcie międzynarodowym nie żyjemy w czasach imperatywu Kanta, lecz spuścizny Trazymacha, który jako zwolennik prawa pięści uważał, że sprawiedliwe jest to, co jest dobre dla silniejszego.
Tak jak Edek w "Tangu" Sławomira Mrożka przejął kontrolę nad rodziną Stomila, tak i niestety w relacjach międzynarodowych konwencje, salony, traktaty i umowy mają mniejsze znaczenie, gdy pojawia się ktoś zdeterminowany i korzystający z okazji.
Na naszych oczach rozgrywa się fascynujący sprawdzian, który ma przynieść odpowiedź, ile warte było mozolne budowanie reguł prawa i czy ta siła jest w stanie przeciwstawić się Edkowi i sile prawa pięści.
Żyjemy w czasach spuścizny Trazymacha, który jako zwolennik prawa pięści uważał, że sprawiedliwe jest to, co jest dobre dla silniejszego
@RY1@i02/2014/061/i02.2014.061.183001000.804.jpg@RY2@
Andrzej Zwara prezes Naczelnej Rady Adwokackiej
Andrzej Zwara
prezes Naczelnej Rady Adwokackiej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu