Rachunek sumienia
Nadszedł czas bicia się w piersi i przepraszania za dziecięcą chorobę (neo)liberalizmu. W sam raz na jubileusz 25-lecia transformacji.
Zaczęło się już jakiś czas temu u nas w DGP. O tym, jak władza wyleczyła go z naiwnej wiary w wolny rynek, opowiadał nam były gdański liberał i drugi premier III RP Jan Krzysztof Bielecki (11-13 października 2013 r.). Nieco wcześniej (19-21 lipca 2013 r.) Jacek Rostowski ujawnił się jako "keynesista z konieczności", który "sprząta po arcyliberalnym Leszku Balcerowiczu". W ubiegłym tygodniu do tego grona dołączył były premier i dwukrotny minister finansów Marek Belka, twierdząc, że "kapitalizm mamy w Polsce do poprawki". A on sam ma w tym niestety spory udział. O tym, że nowe, bardziej krytyczne spojrzenie na polską transformację nie jest tylko naszą redakcyjną obsesją, świadczą publikacje konkurencji. Jak choćby zeszłotygodniowy wywiad Marcina Króla w "Gazecie Wyborczej", w którym ten wybitny historyk idei wyznaje: "Głupi byliśmy. W latach 80. zaraziliśmy się ideologią neoliberalizmu i rzeczywiście sporo się tutaj zasłużyłem. Namawiałem do tego Tuska, Bieleckiego i całe to gdańskie towarzystwo. Hayeka im pracowicie podtykałem". A kolejne pielgrzymki do Canossy z pewnością jeszcze przed nami.
Debata ta jest arcyciekawa. I zupełnie mi nie przeszkadza, że wszyscy ci aktorzy najnowszej polskiej historii przyznają się do mniej lub bardziej radykalnej zmiany poglądów na gospodarkę. Już Keynes, gdy pochwycono go na zmianie tonu publicznych wypowiedzi, odparowywał: "Teraz jestem innego zdania, bo zmieniła się sytuacja. A pan co by w takiej sytuacji zrobił?". A i Polska jest dziś w zupełnie innym miejscu, niż była w 1989 r. Choć nie zamierzam powstrzymać się przed kwaśną konstatacją, że z (neo)liberalizmem jest dziś jak kiedyś z socjalizmem w latach 90. Nikt nie wie, kto go wprowadzał, bo przecież wszyscy już dawno przed nim ostrzegali. Pisze mi się te słowa z racji późnego urodzenia łatwo. Ale nie widzę powodu, bym miał tego nie robić. Tak już świat jest skonstruowany, że kolejne pokolenia przychodzą i irytują starszych pytaniami w stylu: "Jak mogliście do tego dopuścić?". Po nas przyjdzie następna generacja i zrobi to samo z nami.
W tej debacie są tacy, którzy swoich poglądów trzymają się twardo. Tacy, którzy od początku ostrzegali przed wynaturzeniami wolnego rynku (Ryszard Bugaj, nieżyjący już Tadeusz Kowalik czy Karol Modzelewski). Ale również zatwardziali neoliberałowie jak Leszek Balcerowicz, Waldemar Kuczyński czy Robert Gwiazdowski. Dzięki nim wiadomo, że są jakieś punkty zaczepienia do pluralistycznej rozmowy o gospodarce. Że jest to wybór pomiędzy alternatywami. A nie zgadzanie się każdego z każdym. Zupełnie nie rozumiem zaś trzeciej grupy. Takich jak Grzegorz Kołodko, który napisał w "Rzeczpospolitej" (20 lutego 2014 r.) tekst "W »Wyborczej« byli głupi". Były wicepremier czterech rządów III RP z ochotą stawia się w nim na pozycji pierwszego krytyka (neo)liberalnej gorączki. Pisze nawet "Kto nic nie robi, ten nic nie robi. My robimy". Owszem Kołodko należał do tych polityków, którzy nie szczędzili słów krytyki pod adresem Leszka Balcerowicza. Problem tylko w tym, że realnym anty-Balcerowiczem nigdy się nie stał. Jego strategia dla Polski z 1994 r. mogłaby równie dobrze wyjść spod pióra ekonomisty neoliberalnego mainstreamu. Bo jest tam mowa o prymacie wzrostu gospodarczego, walce z długiem publicznym czy podtrzymywaniu konkurencyjności polskiej gospodarki i nastawieniu jej na eksport. A naprzeciw tylko zapowiedź budowy "elementarnego poczucia bezpieczeństwa socjalnego" i zapowiedź stworzenia nowej reguły podziału efektów pracy. Oba te zamierzenia pozostały na papierze. Bo poczucia bezpieczeństwa polskie państwo jak nie dawało, tak nie daje. A co do dzielenia się owocami pracy, mogę tylko odesłać do statystyk OECD. Trzeba też przypomnieć drugą kadencję Kołodki, gdy obniżył CIT do 19 proc., uderzając w (i tak słabą) progresywność systemu PIT. Rozumiem, że Kołodko nie miał wolnej ręki. Jego mikry dorobek w korygowaniu ekscesów nadwiślańskiego neoliberalizmu powinien jednak powstrzymywać go przed wypinaniem piersi do orderów. Podobne uwagi dotyczyć mogą innych głośnych ostatnio krytyków neoliberalnego ładu - Leszka Millera czy Jarosława Kaczyńskiego.
@RY1@i02/2014/036/i02.2014.036.000000200.802.jpg@RY2@
Rafał Woś dziennikarz DGP
Rafał Woś
dziennikarz DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu