Same przepisy nie zwalczą nadwagi
Posłowie chcą zakazać sprzedaży w szkolnych sklepikach śmieciowego jedzenia. Przygotowali więc projekt ustawy, który już został zaaprobowany przez rząd. Dzięki niemu powinno udać się wyeliminować sprzedaż kalorycznych batoników i nadmiernie słodzonych napojów, określona bowiem ma zostać maksymalna zawartość cukrów, tłuszczów czy szkodliwych kwasów w żywności i napojach. Ponadto dyrektor mógłby rozwiązać umowę ze sprzedawcą naruszającym zakaz. Dodatkowo nie można takich produktów reklamować. Średnio wierzę w zbawienną moc przepisów, nawet jeśli akurat te wskazują słuszny kierunek. Sądzę też, że spożywcze koncerny nie odpuszczą. Tak będą lobbować w Sejmie i Senacie, aż ostrze przepisów zostanie złagodzone. Reklamę da się sprytnie ukryć, a w powstałych naprzeciw szkolnych bram sklepach asortyment batonów, lodów, orzeszków, coli, oranżad i dosładzanych soczków będzie jeszcze obfitszy niż dzisiaj. I zamiast w szkole, zaraz po niej dzieciaki przyjmą dawkę pustych kalorii. Przypominam sobie, jak w czasach, kiedy reklama była prawie nieznana, a w moim szkolnym sklepiku dostać można było tylko zeszyty i stalówki, za pieniądze na stołówkowy obiad kupowałam batonik. Pamiętam awanturę i lekcję o zdrowym żywieniu zrobioną mi przez mamę, która zobaczyła mnie ze słodyczami w dłoni, bo akurat wcześniej wracała z pracy (co niestety nie znaczy, że wygrywam dziś z pociągiem do czekolady).
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.