Google jak kosiarka
Internet jest jak epidemia. To, że wyleczy się ognisko choroby w jednym miejscu, nie daje gwarancji, że w kliku innych nie przetrwały resztki wirusa, które znów zaczną zarażać. O tym, że z tą zarazą nie ma żartów, przypomniało kilka niedawnych europejskich orzeczeń. W swym podstawowym przekazie są one oczywiste - a jednak, w dobie globalizacji, jakże rewolucyjne!
Otóż zarówno sąd w Paryżu, jak i ostatnio sąd w Hamburgu przychyliły się do tezy, że nawet taki gigant jak Google musi odpowiadać za swoje czyny. Chodziło o linki, jakie można było znaleźć w tej wyszukiwarce; linki z obscenicznymi nagraniami dokonanymi w sposób niezgodny z prawem i naruszającymi dobra osobiste dość wpływowej osoby. I na nic tłumaczenie, że wyszukiwarka to tylko narzędzie, że nie odpowiada za to, jakie treści uda jej się wyłuskać z wielkiego zlewu, jakim jest dziś sieć WWW. Sędziowie uznali, że wprowadzając na rynek takie narzędzie i zarabiając na jego działaniu krocie, trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność za ewentualne szkody, jakie może ono wyrządzić (pisał nam o tym mec. Piotr Bodył-Szymala: "Dostawca komercyjnej usługi musi umieć nad nią zapanować" - DGP 22/2014). I nawet jeśli na miejscu skasowanego linka wyrasta dziesięć kolejnych - trudno. Przedsiębiorca puścił tę maszynę w ruch, więc powinien też umieć ją powstrzymać.
Gdyby wyroki dotyczyły narzędzia jak inne - wiertarki czy kosiarki - w tym myśleniu nie byłoby pewnie niczego zaskakującego. Ale ponieważ sędziowie tą samą miarą, co kosiarkę, mierzą Google - warto ich stanowisko przemyśleć głębiej. Bo przez ostatnie dziesięć lat przyjęło się, że internet to przestrzeń miękka; można w nim więcej niż w realu, a usługi internetowe wymykają się prawnym definicjom. Tymczasem sądy na poważnie i coraz śmielej zaczynają przymierzać paragrafy do wirtualnego świata. Czy mają rację? Pewnie tak, skoro wirtualny świat oddziałuje na nas bardzo realnie. Czy im się to uda? Tu o pewność dużo trudniej. Każda tego typu ingerencja będzie komentowana jako ograniczanie prawa do informacji. Ale prędzej czy później i tak trzeba będzie odpowiedzieć na to pytanie: gdzie się kończy ochrona dóbr, a zaczyna cenzura.
@RY1@i02/2014/023/i02.2014.023.183000400.802.jpg@RY2@
Barbara Kasprzycka z-ca kierownika Gazety Prawnej
Barbara Kasprzycka
z-ca kierownika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu