Prawo bywa służebne
Czujni obserwatorzy polskiego wymiaru sprawiedliwości spodziewali się, co postanowi Sąd Najwyższy. Musiał on wczoraj rozstrzygnąć, czy decyzje o przenoszeniu sędziów z miejsca na miejsce musi podpisywać osobiście szef resortu - człowiek par excellence polityczny, z demokratycznym mandatem do rządzenia - czy też może to zlecić swoim zastępcom - urzędnikom wysokiego szczebla, ale przecież niesprawującym w demokracji władzy. Rozstrzygnięcie było do przewidzenia, bo sędziowie sprawozdawcy kilka lat temu, w innej uchwale, pokazali już, co o przenoszeniu sędziów sądzą: że jest to tak mocny wpływ na trzecią władzę, iż może go wywierać jedynie najwyższej rangi członek rządu.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.