Ratując duszę
Günter Grass będzie zapamiętany nie tylko jako znakomity pisarz, lecz także jako człowiek, który miał odwagę mówić rzeczy niewygodne - o świecie i o sobie samym
Podczas niedawnej wizyty w Gdańsku wsiadłem w tramwaj i pojechałem do Jelitkowa, popatrzeć sobie na morze. Kiedy już stałem na plaży i z uwagą przyglądałem się falom, zadzwonił kumpel. Powiedziałem mu, gdzie jestem i co robię. - A, no to musiałeś przejeżdżać tramwajem koło domu Güntera Grassa - odparł. Oczywiście nie miałem pojęcia, gdzie był dom Grassa, musiałem podłączyć się do internetu i sprawdzić to na mapie. Labesweg 13. Obecnie Lelewela. W Langfuhr. Obecnie Wrzeszcz. Dowiedziałem się tego w Glettkau. Obecnie Jelitkowo.
Trzy dni później, 13 kwietnia, poszła w świat informacja, że Günter Grass zmarł w Lubece w wieku 87 lat. Historia jego życia była równie skomplikowana, jak dzieje miasta, z którego pochodził.
Przez długie dekady Grass twierdził, że jeśli idzie o jego własną biografię, wszystko, co istotne, napisał w swoich powieściach. Coś w tym jest: jednym ze sposobów czytania "Blaszanego bębenka", jego nasłynniejszej książki, jest lektura z kluczem autobiograficznym.
"Blaszany bębenek" był, rzecz jasna, napisany w innej, ważniejszej sprawie - a może nawet w wielu innych, ważniejszych sprawach: przełamywał wstydliwe milczenie o masowym niemieckim zaangażowaniu w nazizm, odkrywał na nowo gigantyczny potencjał języka niemieckiego, skalanego przez okrutną hitlerowską nowomowę i doświadczenie Auschwitz, a sam reżim, widziany oczyma karła, ośmieszał i zdejmował z mrocznego romantycznego piedestału. Docierał też do złożonych korzeni niemieckiej tożsamości, opisując gdańską mieszankę kultur i narzeczy. Ta książka musiała być w 1959 roku absolutnie szokująca - na tyle szokująca, że jury Nagrody Literackiej Miasta Bremy nie zdecydowała się przyznać Grassowi głównego wyróżnienia ze względu na rzekomą obsceniczność jego powieści.
Po latach okazało się, że jest jeszcze jeden powód, dla którego Oskar Matzerath w wieku lat trzech decyduje się już dalej nie rosnąć - bo gdyby urósł, wstąpiłby w wieku 17 lat do SS, tak jak to się przydarzyło samemu Grassowi, który ujawnił ów fakt dopiero w 2006 roku. "Wstydziłem się. Byłem małym, głupim nazistą. Zrozumiałem to po wojnie i było mi wstyd. Dziś jest mi wstyd". Wybuchła wielka afera, tak jakby gówniarska głupota mogła unieważnić genialne pisarstwo. Ona je w zasadzie jeszcze pogłębia, bo teraz da się czytać książki Noblisty również jako długą opowieść o próbach ratowania własnej duszy.
Grass był przyjacielem Polski, nie tylko dlatego, że podarował nam legendę multietnicznego Gdańska, otwierając pole do polsko-niemieckiego dialogu. Słynne gesty socjaldemokratycznego kanclerza Willy’ego Brandta - podpisanie układu o uznaniu granic między RFN a PRL, hołd złożony ofiarom getta warszawskiego - także zawdzięczamy inspiracji Grassa, o którym w Niemczech mówiono złośliwie, że w życiu publicznym zajmuje się głównie "pluciem do zupy". Autor "Psich lat" świadomie występował w roli trickstera, przeszkadzacza - gdy z równą pasją atakował komunistyczne reżimy i kapitalistyczne korporacje, bronił imigrantów, protestował przeciw wchłonięciu NRD przez Republikę Federalną, gdy krytykował Izrael za program atomowy i działania wojenne wobec Palestyńczyków. Jego stanowczego głosu - nawet jeśli czasami nie miał racji - będzie bardzo brakować.
@RY1@i02/2015/074/i02.2015.074.19600070c.802.jpg@RY2@
WOJCIECH STRÓŻYK/REPORTER
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu