Prawdziwy hipster Andrzej Szahaj
Toruński filozof Andrzej Szahaj należy do tych liberałów, którzy nie lubią liberalizmu. Tego, który ukształtował się u nas nad Wisłą po 1989 r.
Czytelnika DGP teksty zebrane w tej książce pewnie nie zaskoczą. A to dlatego, że większość z nich została opublikowana właśnie u nas. To artykuły, w których prof. Szahaj interweniuje w ważnych debatach ostatnich kilkunastu miesięcy. Staje po stronie przeciwników OFE, pisze o trapiącym polską gospodarkę problemie niskich kosztów pracy albo opowiada się za czerpaniem wzorców ze skandynawskiego (nie tylko anglosaskiego) modelu gospodarczego. Czasem zaczepi za jego libertariańskie ciągoty Leszka Balcerowicza, innym znów razem polemizuje z publicystą "Gazety Wyborczej" Witoldem Gadomskim, którego nazywa główną "tubą propagandową" polskiego neoliberalizmu.
Dla kogoś dobrze zaznajomionego z tą częścią najnowszej publicystyki Andrzeja Szahaja ciekawsze będą pewnie teksty trochę starsze. I szkoda, że jest ich w tej książce tak mało. Bo one pokazują, że filozof z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika niczym dobry hipster może się pochwalić krytykowaniem neoliberalizmu, zanim stało się to modne. Ba, nawet zanim kategoria "neoliberalizm" na dobre zagościła w polskiej debacie publicznej. Jest w tym zbiorze na przykład tekst pt. "Niesprawiedliwość a demoralizacja". Powstał on dobrych 10 lat temu - a więc w zupełnie innym kontekście politycznym. To były czasy późnego SLD i ostrej krytyki III RP forsowanej przez ówczesną opozycję (PO i PiS szły wtedy jeszcze ramię w ramię). Idąc za głosem swojego publicystycznego temperamentu, Szahaj chce się w tamtą debatę włączyć. Ale robi to po swojemu, a jego krytyka jest bardzo lewicowa. Szahaj tropi tu różne przejawy niesprawiedliwości, na których została - jego zdaniem - zbudowana Polska po 1989 r. I ten brak sprawiedliwości się na Polakach na różne sposoby mści - głównie brakiem zaufania do państwa i do siebie nawzajem. Język, lektury i sposób rozłożenia akcentów (mało gospodarki) są charakterystyczne dla tamtego czasu. Ale duch tamtego tekstu bardzo przypomina argumenty dzisiejszych krytyków polskiej transformacji oraz modelu społecznego, którym poszedł nasz kraj po 1989 r.
W tym sensie Andrzej Szahaj jest w polskiej publicystyce jednym z pionierów lewicowej (albo jak kto woli nie tej konserwatywnej) niezgody na III RP. Której wtedy - w 2004 r. - nie było w Polsce prawie wcale. I dopiero teraz zaczyna się w obiegu publicznym dobijać do głosu. Co ciekawe Szahaj nie robi tego z pozycji byłego idealistycznego marksisty, rozczarowanego związkowca lub socjaldemokratycznego dysydenta. Jego krytyka pochodzi z samego środowiska liberalnego. Bo Szahaj to badacz prac takich ważnych XX-wiecznych liberałów jak Juergen Habermas czy John Rawls. Stojących na gruncie wolnościowym myślicieli, którym bliżej było do Johna M. Keynesa czy Gunnara Myrdala niż do Friedricha von Hayeka albo Miltona Friedmana.
Dlatego Szahaj może dziś uderzać budujących III RP "liberałów" z Solidarności i PZPR bardzo celnie. I zarzuć im, że oni za alternatywą nigdy się nie rozejrzeli. Woleli postawić na prostackie odczytanie modnych wtedy na Zachodzie recept libertarian (zagłodzić państwo na śmierć!). Albo po prostu uważali się za mających w pogardzie każdą ideologię pragmatyków. Konformistycznych głosicieli TINY, czyli przekonania, że dla zglobalizowanego wolnego rynku nie ma i nie będzie żadnej alternatywy. W konsekwencji czego mamy to, co mamy. Czyli kapitalizm... drobnego druku.
@RY1@i02/2015/015/i02.2015.015.000002800.802.jpg@RY2@
Andrzej Szahaj, "Kapitalizm drobnego druku", Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2014
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu