Dziennik Gazeta Prawana logo

Pełnomocnik od (nie)bezpiecznych szkół

1 lipca 2018

Komentarz tygodnia

Pod koniec starego roku pani premier zdecydowała: Urszula Augustyn zostanie pełnomocnikiem rządu ds. bezpieczeństwa w szkołach. - W MEN powstał bardzo duży program na temat bezpieczeństwa w szkołach, który obejmuje też takie kwestie jak żywność w sklepikach, sprawa dopalaczy i dystrybucji narkotyków, problem przemocy. Naszym celem jest, by dzieci w polskich szkołach z miesiąca na miesiąc mogły czuć się coraz bardziej bezpieczne - uzasadniała Ewa Kopacz.

Tylko że problem z przemocą, zwłaszcza w gimnazjach, nie zniknie z powodu wprowadzenia kolejnego człowieka do MEN ani też na skutek instalowania we wszystkich placówkach monitoringu (jak to obiecała pani premier). Zastanawiam się więc, czym będzie zajmowała się nowa pełnomocnik. Mam nadzieję, że nie tylko patrzeniem na ręce minister edukacji Joannie Kluzik-Rostkowskiej, jak uważa opozycja.

Jeśli chodzi o żywność w sklepikach i walkę ze śmieciowym jedzeniem, to sprawę już załatwiła ustawa, która wprowadza stosowne zakazy. Dyrektorzy szkół nie będą ryzykować ze sprzedażą batoników, skoro grozi za to kara do 5 tys. zł. Może pani pełnomocnik będzie jeździć po placówkach i sprawdzać, czy jabłka, które zastąpią w sklepikach chipsy, są w miarę świeże?

Z pewnością nie zlikwiduje problemu dopalaczy i narkotyków, bo nie udało się to ani poprzedniemu premierowi, ani policji. Do szpitali wciąż trafiają nastolatki po przedawkowaniu. Podobnie jest z przemocą w szkołach. I nie chodzi tu o brak kompetencji, bo Urszula Augustyn jeszcze jako posłanka dała się poznać jako znawca problematyki, ale o brak pieniędzy. Wystarczy ich może na kilka monitoringów w szkołach. Albo na dyplomy w konkursie na najbezpieczniejszą placówkę, ale to nie rozwiąże realnych problemów. Aby zminimalizować przemoc, dopalacze i narkotyki, konieczne są dodatkowe środki, choćby na utworzenie większej liczby patroli policyjnych wokół szkół.

Należy też zwiększyć dostęp do poradni psychologiczno-pedagogicznych. Teraz na wizytę czeka się średnio miesiąc. Na dodatek otwarte są w takich godzinach, że rodzice muszą się zwalniać z pracy. Kolejna kwestia do rozwiązania to telefony komórkowe, które uczniowie wykorzystują do upokarzania kolegów i koleżanek. Niestety, nie ma ustawowego zakazu posiadania takich urządzeń na terenie szkoły, a MEN nie wspiera dyrektorów placówek, którzy na własną rękę próbują z tym walczyć, często wbrew części rodziców.

To są realne problemy, które przez najbliższy rok nie znikną z polskich szkół. Czy powołanie pełnomocnika przyczyni się do ich minimalizacji? Mam poważne wątpliwości.

@RY1@i02/2015/003/i02.2015.003.18300050a.802.jpg@RY2@

Artur Radwan dziennikarz Gazety Prawnej

Artur Radwan

dziennikarz Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.