Inteligentny rozwój, inteligentne wsparcie
Polskie przedsiębiorstwa są, statystycznie biorąc, mało innowacyjne. Stanowi to kluczową przeszkodę w rozwoju konkurencyjności gospodarki, co powoduje, iż mówienie o innowacyjności zaczęło należeć do kanonu politycznej poprawności. To zaowocowało zaś chaosem pojęciowym i nadawaniem innowacyjności przeróżnych znaczeń, często dalekich od istoty sprawy. Przez wszystkie przypadki odmieniamy na przykład ostatnio slogany "inteligentne specjalizacje" czy wręcz "inteligentny rozwój", zaniedbując poszerzenie dyskusji o choćby próbę zdefiniowania warunków niezbędnych do osiągania sukcesów na takiej drodze. Powiedzmy dobitnie - wspieranie innowacyjności to z jednej strony troska o rozwój gotowych do podjęcia ryzyka, kreatywnych podmiotów gospodarczych, a z drugiej stwarzanie optymalnych warunków zachęcających je do odważnego podejmowania wyzwań rynkowej, krajowej i globalnej konkurencji.
Z obiema sprawami mamy kłopot. Zacznijmy od obalenia mitu, że napływ darmowych środków zewnętrznych może doprowadzić do trwałej poprawy konkurencyjności gospodarki - historia sukcesów gospodarczych różnych państw przeczy temu jednoznacznie. Oczywiście: dobrze, że mamy dostęp do środków unijnych, ale wiara, że to one zrewolucjonizują naszą gospodarkę trwale zwiększając jej konkurencyjność, jest iluzoryczna. Także dlatego, że rozbudowany ponad miarę system administrowania środkami niejako przesądza o koszmarnie złożonej strukturze oficjalnych dokumentów i rozporządzeń, w których galimatias słów typu strategia, priorytet, cel nadrzędny, inicjatywa flagowa, pilotaż i wiele podobnych skutecznie odstrasza potencjalnych zainteresowanych. Nakłada się na to zbiurokratyzowany system rozliczeń, który w praktyce pozbawia wnioskodawców chęci do podejmowania w projektach jakiegokolwiek ryzyka, będącego przecież sednem przedsięwzięć naprawdę innowacyjnych.
Znacznie ważniejsza od środków zewnętrznych jest w tej sytuacji polityka państwa wyzwalająca długofalowy potencjał nowych ludzkich aktywności, u podstaw której leży - używając modnego terminu - zdolność państwa do zarządzania zmianą. W tym zakresie deficyt naszej polityki jest wyraźnie widoczny od wielu lat. Naszym celem jest przejście od gospodarki charakteryzowanej niską produktywnością i niskimi kosztami (w tym niskimi wynagrodzeniami) do gospodarki zorientowanej na jakość, generującej znaczącą wartość dodaną. To się nam na razie nie udaje. Innowacyjność niektórych naszych przedsiębiorstw rośnie, ale wiarygodne dane są w tym względzie bezlitosne - nasza pozycja jest niska, a postęp dokonuje się wolniej niż w wielu innych krajach. Niektóre informacje są wręcz alarmujące - spadają nakłady firm na badania, zmniejsza się odsetek przedsiębiorstw deklarujących choćby intencje zaangażowania się w jakąkolwiek działalność innowacyjną.
Ważnym elementem zmian byłoby wzmocnienie przez administrację centralną i regionalną wewnętrznej koordynacji działań prorozwojowych. Umożliwiłoby to bardziej efektywne wykorzystywanie posiadanych przez administrację instrumentów wsparcia obejmujących finansowanie badań i rozwoju, funkcjonowanie praw własności intelektualnej, finansowanie przedsięwzięć o zwiększonym ryzyku, tworzenie klastrów łączących różne instytucje danego sektora, wprowadzenie proinnowacyjnych zmian w kluczowych ustawach (zamówienia publiczne, partnerstwo publiczno-prywatne, offset). Pośrednie wsparcie finansowe dla innowacyjnych przedsiębiorców, tj. np. udogodnienia fiskalne, jest ważne, ale dalekie od gwarancji sukcesu. Biznesowe decyzje inwestycyjne podejmowane są bowiem dzisiaj raczej na podstawie szerokiego rozpoznania dostępnego rynku, a nie tylko na podstawie kosztu. Taki potencjał wydobywany musi być przy wsparciu bezpośrednich, długoterminowych inwestycji państwa w dobrze przemyślane obszary tworzące całe łańcuchy wartości dodanej, zbyt kosztownych i ryzykownych dla sektora prywatnego. Informatyzacja państwa jest ważnym przykładem potrzeby takich działań.
Ponieważ innowacyjność jest w olbrzymim stopniu zjawiskiem kulturowym, niezbędne są działania akcentujące jej znaczenie w całym systemie edukacyjnym oraz promujące ją w mediach. Efektem tego stać się powinno szersze społeczne wsparcie dla politycznych decyzji na rzecz zwiększenia innowacyjności przedsiębiorstw oraz tworzenie się popytu na nowe produkty i usługi. Rozbudzenie silnych społecznych oczekiwań tego typu jest niezwykle ważne, bowiem dzisiaj innowacje popytowe (rynek poszukujący nowych produktów bądź usług) odgrywają większą rolę od tradycyjnych innowacji podażowych (twórcy nowego produktu bądź usługi poszukujący rynku zbytu).
Potrzeba koncentracji środków z jednej strony, a względy psychologiczne z drugiej wymagają, aby w polityce innowacyjnej odwoływać się do kluczowych wyzwań stojących przed współczesnym światem w ogólności, a Polską w szczególności, takich jak poprawa systemu ochrony zdrowia i warunków życia obywateli, sprawny transport, zwalczanie skutków anomalii pogodowych, przyszłość energetyki czy tworzenie atrakcyjnych miejsc pracy dla młodych. Uwzględniać powinniśmy także problemy może mniej nagłaśniane w mediach, ale mające znaczenie społeczne.
Ważnym krokiem w działaniach powinna być próba naśladownictwa najlepszych praktyk zagranicznych. Należą do nich na przykład edukacja rozwijająca życiową zaradność i przedsiębiorczość w Szwecji czy Finlandii, szkolnictwo zawodowe w Niemczech i Austrii, tworzenie klastrów i rynek venture capital w Finlandii, zamówienia publiczne w Wielkiej Brytanii, partnerstwo publiczno-prywatne w Austrii, ochrona własności intelektualnej w Japonii czy przyciąganie bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Irlandii. Wymyślanie wszystkiego na nowo rzadko przynosi efekty bliskie optymalnym. Ulga podatkowa dla firm na zakup nowych, ale wyłącznie zagranicznych (!) technologii to jeden z wielu całkowicie paradoksalnych przykładów istniejących u nas regulacji fiskalnych.
Istotnego przemodelowania wymaga system instytucji wspierania innowacyjnego biznesu, których setki w najróżniejszych formach (parki naukowo-technologiczne, ośrodki transferu technologii, centra innowacji, preinkubatory i inkubatory przedsiębiorczości, centra wspierania biznesu, sieci aniołów biznesu, fundusze rozwoju przedsiębiorczości itp.) definitywnie udowodniły swoją nieskuteczność w naszych warunkach (z nielicznymi, godnymi naśladowania wyjątkami, np. technoparki we Wrocławiu czy Gdańsku). Wreszcie - na nowo trzeba przemyśleć organizację naszego systemu szkolnictwa wyższego. Gruntownie zmienić należy system oceny instytucji prowadzących badania (wydziały uczelni, instytuty), odchodząc od niestosowanego nigdzie na świecie systemu bazującego wyłącznie na precyzyjnie ustalonym algorytmie przyznającym badaczom i ich instytucjom określoną liczbę punktów za poszczególne "osiągnięcia". Cudzysłów wynika z faktu, iż nie sposób wobec tego prawidłowo ocenić znaczenie najróżniejszych efektów działalności naukowo-wdrożeniowej - przykładem może być bardzo wysoko punktowane w algorytmie przyznanie krajowego patentu, najczęściej później nigdy niekomercjalizowanego.
Doceniam wysiłki, jakie najróżniejsze instytucje, ministerstwa, agencje czy fundacje podejmują od lat na rzecz poprawy innowacyjności naszych firm. Ale potwierdzana statystykami rzeczywistość jest bezlitosna - konkurencyjność naszej gospodarki jest ciągle niezadowalająca. I tu wracamy do pierwszego postulatu, czyli potrzeby lepszej synchronizacji różnych inicjatyw w celu wydobycia synergicznego efektu z rozproszonych wysiłków. Plan minimum w tym zakresie to według mnie po pierwsze powołanie rządowej rady ds. badań i innowacyjności kierowanej przez premiera, a po drugie utworzenie istniejącego w bardzo wielu krajach i w Unii Europejskiej stanowiska głównego doradcy premiera ds. badań i innowacji. Celem rady byłaby koordynacja najróżniejszych, dzisiaj rozproszonych sektorowych inicjatyw. Doradca odpowiadałby natomiast, w kontakcie z najlepszymi ekspertami, za przygotowywanie kompetentnych opinii na temat najbardziej obiecujących kierunków koncentracji działań, biorąc pod uwagę możliwą do pozyskania w kraju wiedzę i potencjał krajowych firm oraz wyszukując nisze technologiczne w łańcuchach wartości w ramach dominującego dzisiaj na świecie systemu tzw. otwartych innowacji. Nie chodzi o powołanie kosztownych urzędów z setkami pracowników i komputerów - działania powyższe można realizować wirtualnie, dobrych wzorców nie brakuje także w tym obszarze.
Stoimy przed problemem absolutnie kluczowym dla przyszłej pozycji kraju - napływ znaczących środków z unijnego programu Horyzont 2020 oraz krajowych programów operacyjnych może w ciągu nadchodzących 7 lat odmienić konkurencyjność naszej gospodarki. Ale liczenie, że stanie się to samoistnie, bez daleko idących zmian w naszej polityce gospodarczej, to prosta droga do ponownego rozczarowania. Tym razem, wobec kończących się za siedem lat naszych unijnych preferencji dotacyjnych, już bez szans na kolejną poprawkę.
Rzeczywistość jest bezlitosna - konkurencyjność naszej gospodarki jest ciągle niezadowalająca
@RY1@i02/2015/002/i02.2015.002.00000050c.803.jpg@RY2@
Michał Kleiber prezes PAN
Michał Kleiber
prezes PAN
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu