Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Koniec mydlenia oczu

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Składka wypadkowa: ZUS przestanie w końcu strzelać ślepakami

Rzetelne polisy na barkach KNF

Składka wypadkowa, a w zasadzie obawa przed Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, ma wielkie oczy. Ten za podanie nieprawidłowych danych do jej naliczenia karnie podwyższa jej wartość o 50 proc. za cały rok! Robi to bez żadnej refleksji, nie zaważając całkowicie na to, że błąd może być zwykłą pomyłką. Robi to, choć Sąd Najwyższy wielokrotnie podkreślał, że sankcja nie powinna być nakładana automatycznie. Ale organ rentowy jest nieugięty: jest błąd, musi być kara. Dlatego część firm woli nie ryzykować i choć wydaje się to kuriozalne, składkę wypadkową nadpłaca. Finansowo na tym nie tracą, bo prędzej czy później mogą występić do ZUS o zwrot różnicy. I dziś o to "prędzej czy później" nam chodzi.

Mamy dwa komunikaty. Jeden dobry, drugi gorszy. Teraz powinnam zapytać, od którego zacząć, ale... Zacznijmy od drugiego: z żądaniem zwrotu składki wypadkowej trzeba się pospieszyć, ponieważ tak jak dotychczas - nawet za 10 lat wstecz - można ją odzyskać tylko do 2 stycznia. Po tej dacie okres wstecznego odzyskiwania składek będzie krótszy o połowę. A dobra wiadomość jest taka, że na 99,999 proc. ZUS przestanie dręczyć swoją nadgorliwością. Finiszujący już tzw. pakiet Morawieckiego przewiduje bowiem, że organ rentowy będzie mógł podwyższyć wysokość składki wypadkowej tylko, gdy płatnik, który zaniżył wysokość stopy procentowej składki uchyla się od złożenia prawidłowych danych. Uczciwe? Bez dwóch zdań i chciałoby się rzec: wreszcie! To o czym piszemy ma wbrew pozorom niebagatelne znaczenie. Składkę wypadkową nadpłaca bowiem wiele firm. Niektóre robią to celowo - o czym wyżej, a inne nawet o tym nie wiedzą. Warto zatem sprawdzić, czy i ile możemy odzyskać. Dla przykładu w jednej z firm zatrudniającej ok. 500 pracowników chodzi o kwotę rzędu miliona złotych.

A skoro o pieniądzach już mowa, to czy opublikowany właśnie przez resort finansów projekt ustawy o dystrybucji ubezpieczeń zniweluje na dobre patologie tego rynku? Dziś działa on wedle zasady: wcisnąć produkt, zarobić i zapomnieć. Polisolakaty czy ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe są tego przykładem. Ale nie tylko. Ostatnio głośno jest o sprzedaży ubezpieczeń sprzętu elektronicznego w sklepach RTV i AGD. W 2016 r. rzecznik finansowy spodziewa się przyjąć ponad 600 wniosków o interwencję. Sprzedawcy wprowadzają klientów w błąd, bo mają określone plany sprzedażowe, a prowizje dla sklepu od każdej umowy sięgają 70 proc. płaconych przez klienta składek! No cóż, jakby na to nie patrzeć, jest tu duże pole do popisu dla KNF. Zachęcam do lektury!

@RY1@i02/2016/243/i02.2016.243.18300010a.801.jpg@RY2@

Marta Gadomska

redaktor naczelna Tygodnika Gazeta Prawna

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.