Dziennik Gazeta Prawana logo

Lepiej już było. Próba uwolnienia rynku usług pocztowych zakończyła się porażką

13 grudnia 2016

Gdy przed dwoma miesiącami opisałem rządowe plany ustawowego przywrócenia monopolu Poczty Polskiej na przesyłki urzędowe i sądowe, wielu czytelników nie kryło radości. Pozwoliłem sobie wówczas napisać komentarz pt. "Każdy monopol demoralizuje", w którym ostrzegałem, że będzie drożej. Nie przypuszczałem jednak, że moje przewidywania sprawdzą się tak szybko.

Przed tygodniem Poczta Polska poinformowała, że chce podnieść ceny usług nawet o 20 proc. Wysłanie listu ma kosztować już nie 2 zł, lecz 2,40 zł. Zgodę na to musi jeszcze wydać Urząd Komunikacji Elektronicznej, ale raczej pewne jest, że będzie drożej. Podwyżki dotyczą usługi powszechnej, a więc tego, ile płacimy za nadanie listu i paczki na poczcie. To jednak nie koniec - szybko przełożą się także na kontrakty zawierane z instytucjami publicznymi. Już teraz Poczta Polska, odkąd InPost ustąpił z tego rynku, w praktyce nie ma rywala i przy nowych kontraktach może narzucać swoje ceny. Gdy zaś korzystanie z usług operatora wyznaczonego zostanie narzucone ustawowo, będzie mógł on arbitralnie ustalać swoje stawki. Może minimalnie zejdzie z tych określanych dla usługi powszechnej, a może nie. Administracja nie będzie miała wyjścia - będzie musiała zawrzeć z nim kontrakt, nawet ze świadomością, że przepłaca. A przecież jest oczywiste, że odbiór całej korespondencji z jednej instytucji oznacza dużo niższe koszty niż zbieranie jej z wielu różnych miejsc.

Niepokoi mnie także co innego. Tłumacząc konieczność podwyższenia stawek, rzecznik prasowy zwrócił uwagę m.in. na wyraźnie wyższe koszty pracy i trudności z utrzymaniem pracowników. Jak to się ma do innych jego słów sprzed mniej więcej roku, gdy wyjaśniał, w jaki sposób Poczta Polska mogła zaproponować w przetargu na przesyłki sądowe cenę o 182 mln zł niższą od Polskiej Grupy Pocztowej? Gdy prywatny konkurent zarzucił Poczcie Polskiej stosowanie cen dumpingowych i nieuczciwą konkurencję, ta wyjaśniała, że mogła zejść z ceny dzięki m.in. przeprowadzonej reorganizacji. To jak to w końcu jest? Rywalizując w przetargu, mogła aż tak bardzo przebić ofertę prywatnego konkurenta, a teraz domaga się podwyżek? I to aż o jedną piątą?

Jedno jest pewne - eksperyment w postaci uwolnienia rynku usług pocztowych w Polsce już teraz można uznać za porażkę. Miało na to wpływ wiele czynników, w tym bez wątpienia także nieprzygotowanie prywatnego operatora, nawet jeśli część formułowanych pod jego adresem zarzutów nie była prawdziwa. Bez wątpienia jednak eksperyment ten pokazał jedno: dla odbiorców usług - niezależnie od tego, czy chodzi o zwykłych obywateli nadających pojedyncze listy na poczcie, czy też o duże instytucje wysyłające setki tysięcy pism - konkurencja zawsze jest dobra. Przekonujemy się o tym już po kilku miesiącach jej braku. A to dopiero początek. Trudno bowiem przypuszczać, by przywrócenie monopolu Poczty Polskiej na przesyłki urzędowe i sądowe skłoniło ją do obniżania cen i podwyższania jakości usług.

@RY1@i02/2016/240/i02.2016.240.18300050a.801.jpg@RY2@

Sławomir Wikariak

dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.