Administracja jest sexy
Małżeństwo Kisilowskich przekonuje, że "robota w urzędzie" może być fajna. Cel jest szczytny. Z wielu powodów.
Po pierwsze - chodzi o łamanie krzywdzącego stereotypu, który jest spadkiem po przaśnym PRL oraz nuworyszowskim okresie III RP. W myśl wpajanego nam przekonania, że urzędnik to największa zakała ludzkości. Darmozjad i pociotek kogoś wpływowego, którego jedynym zmartwieniem jest utrudnienie życia Bogu ducha winnemu obywatelowi czy przedsiębiorcy. Jestem w stanie zrozumieć, że ten stereotyp miał funkcję terapeutyczną. Lecząc trochę ogólne frustracje społeczeństwa kilku minionych dekad. Co innego jednak rozumieć, a co innego pochwalać szukanie w społeczeństwie kozłów ofiarnych, na których będzie można zrzucić gniew za cały marazm realnego socjalizmu, a potem butę i niesprawiedliwości kapitalizmu. Na szczęście Kisilowscy należą do tej generacji autorów, którzy to instynktownie wyczuwają. I próbują swoją książką te bardzo krzywdzące stereotypy skutecznie korygować.
I tu dochodzimy do powodu numer dwa, by się tą książką zainteresować. "Administrategia" podszyta jest przekonaniem, jak ważne są instytucje państwa. A wraz z nimi urzędnicy. Zwłaszcza ci na kierowniczych stanowiskach. To przekonanie zbliża nas (po wielu dekadach naiwnej wiary w humbug sprawnego państwa minimum) do sprawdzonych zachodnich wzorców, gdzie bez dobrej administracji dobrego społeczeństwa na pewno nie będzie.
Po trzecie wreszcie, książka Kisilowskich jest praktycznym poradnikiem oraz dobrej jakości literaturą motywacyjną dla samych ludzi administracji. Jeśli tylko ludzie pracujący w urzędach centralnych, samorządach i innych instytucjach publicznych zechcą po nią sięgnąć, to prędko odkryją, że było warto. W przeciwieństwie do tłumaczonych co jakiś czas zagranicznych podręczników znajdą tu opowieść mocno osadzoną w nadwiślańskiej kulturze organizacyjnej i politycznym kontekście.
Jedyna słabość to trochę nadmierna skłonność Kisilowskich do lansu. Wiem, wiem. Dobrze rozumiem, że powoływanie się na solidne wykształcenie zdobyte na najlepszych zachodnich uniwersytetach (Maciej, dziś wykładowca Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego kształcił się w Stanach, Izabela jest doktorem nauk politycznych po brytyjskim Cambridge) ma zwiększyć ich wiarygodność oraz siłę rażenia przedstawianych argumentów. Pada jednak o kilka razy za często i niejednego czytelnika może irytować ("przecież już wiem, że są mądrzy, nie muszą mi tego tak ciągle powtarzać!"). Nie zmienia to jednak w niczym ogólnej oceny "Administrategii", która w swojej (trochę u nas dotąd niedocenianej) dziedzinie trzyma mocny poziom wyznaczony w ostatnich latach choćby przez książki Romana Batki oraz Dawida Sześciły (o których również w tym miejscu pisaliśmy). ⒸⓅ
@RY1@i02/2016/205/i02.2016.205.000003600.801.jpg@RY2@
Maciej Kisilowski, Izabela Kisilowska, "Administrategia. Jak osiągnąć sukces osobisty zarządzając administracją publiczną", Studio Emka, Warszawa 2016
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu