Koncepcja słabości płci wciąż ma wielu zwolenników
Za każdym razem, kiedy kobiety pragną zadecydować same o sobie, próbuje się im nałożyć kolczatkę w postaci restrykcyjnego prawa
Starożytni Rzymianie nie znali idei równości wobec prawa, w czym mieści się zagadnienie pełnego równouprawnienia płci. Ten stan rzeczy znalazł odbicie w przepisach. W sferze publicznej sytuacja była prosta - kobiety nie miały żadnych uprawnień. Na gruncie stosunków prywatnych posługiwano się kilkoma określeniami pomocniczymi, z których sporą popularność zyskało jedno - infirmitas sexus (słabość płci). Znaczenia rzeczownika "sex" wyjaśniać nie trzeba. Tymczasem infirmitas to w pierwszej kolejności słabość, choroba i cierpienie (również duszy). Reasumując, męska część mieszkańców Imperium Romanum widziała w pojęciu infirmitas sexus oznaczenie jednostki chorobowej polegającej na byciu kobietą. Dodajmy, że było to "schorzenie" mające charakter chroniczny i nieuleczalny. Budzące dziś zażenowanie odzywki w rodzaju "dziękuję bogom, że urodziłem się w Rzymie, że urodziłem się wolny i nie urodziłem się kobietą" wówczas nikogo nie dziwiły. Uzasadniając upośledzenie kobiet na gruncie stosunków prywatnych, obok "słabości płci" przywoływano ich rzekome: niską inteligencję, lekkomyślność, niedoświadczenie oraz brak umiaru. Skoro widziano sprawy w taki sposób, to nic dziwnego, że prawo stanowione starało się chronić kobiety przed nimi samymi.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.