Odlot w hali przylotów
Powroty z wakacji nigdy nie są łatwe, zwłaszcza gdy samolot ląduje w środku nocy. Na szczęście Okęcie to nowoczesne i sprawnie działające lotnisko. Chwila oczekiwania na bagaż, załadowanie na wózek i już można zamawiać taksówkę. Na tym jednak pochwały dla stołecznego portu się kończą: bo zamówić, owszem, można, ale nikt nie gwarantuje, że będzie można do niej łatwo wsiąść.
Przekonałem się o tym, gdy wraz z rodziną po krótkich wakacjach za granicą wróciłem do kraju. Pani z korporacji, z której usług zwykłem korzystać, poinformowała mnie, że taksówka będzie za 10 minut, ale nie może podjechać pod halę przylotów.
- Ale ja właśnie jestem w hali przylotów, bo przecież, jak sama nazwa wskazuje, do niej trafiają ludzie, którzy przylecieli - zdziwiłem się.
- No tak - przyznała pani - ale musi pan przejść do hali odlotów, bo tylko przed nią może stanąć taksówkarz. Zarządzenie Okęcia - dodała na zakończenie.
Rad nierad zebrałem rodzinę i zacząłem pchać wózek na koniec hali, gdzie jest winda, którą można wjechać do hali odlotów. Taksówka rzeczywiście już tam czekała. Kierowca potwierdził, że pod halę przylotów mogą podjeżdżać jedynie taryfy z korporacji współpracującej z Okęciem. Dlaczego? Nie wiadomo.
Odespawszy lot, postanowiłem jednak dowiedzieć się tego sam. Szybko trafiłem na komunikat szefostwa lotniska o wprowadzeniu zakazu zatrzymywania się przed halą przylotów. Zakaz obowiązuje od końca czerwca, a jego wprowadzenie tłumaczono... względami bezpieczeństwa związanymi ze szczytem NATO i Światowymi Dniami Młodzieży. Tyle że od tych wydarzeń upłynęły już tygodnie. Zagadką więc pozostaje, dlaczego zakaz wciąż jest utrzymywany.
Jeszcze ciekawsze jest pytanie o jego sens. No bo jak to? Hala przylotów musi być bezpieczna, a hala odlotów już nie? I czy korporacje, które wygrały przetarg na obsługę Okęcia, są bezpieczniejsze od pozostałych? Ich kierowcy zdobyli specjalne certyfikaty ABW?
Im więcej pytań, tym brzydsze w mej głowie zaczęły kiełkować podejrzenia. Może wcale nie chodzi o bezpieczeństwo, tylko o to, by uprzywilejowane (i oczywiście sporo droższe) korporacje miały więcej klientów? Rynek przewozów osób robi się coraz ciaśniejszy, konkurencja nie śpi, jakoś trzeba walczyć o przetrwanie. Pytanie tylko, dlaczego kosztem podróżnych. Jako klient płacący za usługi portu lotniczego spodziewałbym się raczej ułatwień, a nie utrudnień z jego strony.
Choć mnie, wychowanego na filmach Barei, mało co już dziwi; ale dla obcokrajowców może to być odlot. Odlot w hali przylotów. ⒸⓅ
@RY1@i02/2016/162/i02.2016.162.183000400.801.jpg@RY2@
Sławomir Wikariak
dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu