Barbarzyńcy u kas
Matka moja osobista poszła do sklepu, a konkretnie do Carrefoura, by kupić Rzeczy Ważne, na przykład masło, mleko, skarpetki z kosza za sześć złotych, mop w wyjątkowo atrakcyjnej cenie, a także butelkę piwa (no bo co w końcu, kurczę blade). Załadowawszy te dobra do kosza, popchała wyżej wspomniany ku kasom i, jak przystało na obywatelkę, która zna się na społecznych zawiłościach robienia zakupów, grzecznie stanęła w kolejce. I stoi, bo skądinąd wiadomo, że jak już człek stanie w kolejce do kasy, to będzie stał jak gwizdek, bo tu karta czyjaś nie przejdzie, tu okaże się, że kod kreskowy na majtkach upragnionych przez poprzedzającego nas klienta nie wchodzi, tu ktoś bananów nie zważył i nie chce ich odpuścić, małpa jedna, a tu się znów kasa zatnie. Stoi więc chwilę, a potem jeszcze chwilę i rozgląda się.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.