Karuzela z marzeniami
Niektóre spółki giełdowe mają drugie życie, i trzecie, i czwarte, a nawet i piąte. Te giełdowe życia, byty realne i wirtualne, są same w sobie ciekawe i warto je przytoczyć.
W listopadzie 2014 r. akcjonariusze jednej ze spółek uchwalili zmianę jej nazwy na Clean Technologies SA. Sąd nie zdążył nawet tego zarejestrować, a już w marcu 2015 r. uchwalono kolejną zmianę, na Florida Investments SA. Zmiana na Clean Technologies SA została zarejestrowana w połowie kwietnia. We wrześniu akcjonariusze uchwalili, że spółka będzie się nazywać MSI Medical. W październiku sąd zarejestrował zmianę z marca, czyli na Florida Investments SA, a w grudniu tę z września.
Ale to nie wystarczyło na długo, bo w marcu 2016 r. było kolejne walne zgromadzenie i kolejna zmiana nazwy. Tym razem na Spark Medical SA. Rejestracji jeszcze nie było, ale za to w czerwcu, dla odmiany, uchwalono kolejną zmianę nazwy. I tu niespodzianka, jak już sąd zarejestruje wszystkie zmiany, spółka będzie się nazywać jak przed włączeniem opisanej karuzeli. Może nawet zacznie generować jakieś przychody, bo w ostatnich latach nie miała na to czasu. Zajmowała się realizacją kolejnych odwrotnych przejęć.
Albo inna historia. To było tak. Zawsze spoglądałem na tę spółkę z zazdrością. A jak się teraz zastanawiam, to chyba i z zawiścią. Bo wszystko miała lepsze i ładniejsze. Posiadała umiejętność wygrywania kontraktów, tam gdzie my je przegrywaliśmy. I co najważniejsze, miała wizję, której my nie mieliśmy.
My zajmowaliśmy się zwiększaniem sprzedaży i obniżaniem kosztów. Nuda. A tu proszę: spółka powstała w maju 2007 r. i jeszcze w tym miesiącu partnerem jej Raportu IPO została sama giełda. W kwietniu 2008 r. opublikowano Raport IPO w wersji papierowej i partnerem tego wydania również była giełda. A później to już rutyna: Raport NewConnect 2008, Salony Inwestycyjne, Czaty Giełdowe i Biznesowe, Kongresy Zarządów Spółek. I zawsze z giełdą: współpraca i partnerstwo. Na zdjęciach również. Punktami kulminacyjnymi były debiut na rynku NewConnect w grudniu 2010 r. oraz uzyskanie statusu autoryzowanego doradcy w czerwcu 2011 r. Ale najtrafniejsze podsumowanie pochodzi z raportu za IV kw. 2010 r., w którym spółka szczyci się swoją historią. Uwaga, to nie jest żart: "26 marca 2009 roku - organizacja pierwszego Salonu Inwestycyjnego dla spółek i inwestorów z inauguracyjną prezentacją rynku NewConnect przez Dyrektora Działu Rozwoju NewConnect, GPW SA, Emila Stępnia". Takie to były czasy.
Pamiętam, jak pewnego dnia listonosz przyniósł do redakcji przecudownie wydrukowany Raport IPO. Błyszczący lakierowany papier. Zdjęcie ślicznej pani prezes w tekście otwierającym. Siedzieliśmy w redakcji i zastanawialiśmy się, dlaczego nie zrealizowało tego projektu któreś z wydawnictw, tylko nikomu nieznana firma? Mieliśmy wszystko: czytelników, sieć kolportażu, wiele lat historii i doświadczenia na rynku kapitałowym, kontrakty z drukarniami. Pytanie, na które nigdy nie znalazłem racjonalnej odpowiedzi. Bo o nieracjonalnych pisać nie będę.
Miesiąc po debiucie tej spółki na NewConnect ukazał się komunikat o zwiększeniu prognoz. Zarówno sprzedaży, jak i straty: "Przyczyną korekty prognoz finansowych jest zwiększenie przychodów z tytułu podpisania dodatkowych umów reklamowych oraz znaczące zwiększenie kosztów związanych z realizacją kampanii marketingowych dla klientów". Błyszczący papier - pomyślałem.
W tym samym komunikacie wzrost strat tłumaczono dodatkowo "inwestycjami w obszarze rozwoju produktów Spółki (dotyczy nowych narzędzi komunikacji dla biznesu z klientami i inwestorami)". To te wizje, których nam zabrakło.
Z czasem nastawienie giełdy do tej spółki zaczęło się zmieniać. Partnerstwo się skończyło. Tak jakby wygasło zauroczenie. W lipcu 2013 r. spółka została skreślona z listy autoryzowanych doradców. "Mając na uwadze ogromny wysiłek, jaki w okresie ponad pięciu lat nasza Spółka włożyła w budowanie relacji i kreowanie wiedzy na rynku kapitałowym, decyzję Zarządu GPW przyjmujemy z dużym zaskoczeniem i rozczarowaniem". Bezpośrednią przyczyną było zamieszanie związane z fuzją ze spółką OneRay Investment SA. Ale to już inna historia.
Mógłbym zakończyć ten felieton jakimś celnym umoralniającym podsumowaniem. W zamian pytanie: jak nazywała się opisana spółka?
@RY1@i02/2016/147/i02.2016.147.000001400.801.jpg@RY2@
Artur Sierant
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu