Przybysze z gorszej strony świata
Jeszcze jakiś czas temu wyjeżdżaliśmy w miejsca dzisiaj ogarnięte wojną, strachem i chaosem. Byliśmy u NICH, więc teraz ONI chcą przyjechać do nas. Jak powinno się definiować to, często, ostatnio słyszane słowo? Kim jest ten dręczący ostatnio Europejczyków uchodźca?
Karolina Koper,
16 lat
Osobą, która musiała opuścić teren, na którym mieszkała ze względu na zagrożenie życia, zdrowia, bądź wolności. Zagrożenie to jest najczęściej związane jest z walkami zbrojnymi, klęskami żywiołowymi, prześladowaniami religijnymi bądź z powodu rasy lub przekonań politycznych. Uciekają wszyscy. Młodsi, starsi, ładniejsi i brzydsi. Nikt nie patrzy na takiego człowieka przez pryzmat tego co robił wcześniej, kim był, kim chciał zostać. Jest przybyszem z tej strony świata, która jest ogarnięta wojną, domową, gwałtowną, niszczycielską. Niszczy dobytek tych wszystkich, którzy decydują się na ucieczkę nie z powodu tchórzliwości czy strachu, ale rozsądku. W końcu Europa, średniej wielkości, ale nie najmniejsza jest w stanie ich wszystkich pomieścić.
Czym się różni uchodźca od imigranta?
Kilka linijek wyżej wytłumaczyłam w dużym skrócie słowo- "uchodźca". Kim on jest i dlaczego opuszcza swoją ojczyznę. Zapewne słowo to kojarzy nam się z innym, wydawałoby się ściśle z nim związanym -imigrant. Oba te terminy często są mieszane i używane zamiennie, podczas gdy znaczą zupełnie coś innego. Imigrant to człowiek, który postanawia zmienić swoje miejsce zamieszkania przede wszystkim i szczególnie z powodu złych, słabych warunków bytowych. Imigrant ekonomiczny do Unii Europejskiej wpuszczony być nie musi, natomiast przyjęcia uchodźców wymaga prawo międzynarodowe, gdyż są to ludzie potrzebujący pilnie pomocy. Ów prawo gwarantuje im, że nie będą odesłani do swojego kraju, który opuścili ze względu na zagrożenie życia. Taki podział wprowadził także UNHCR. Jest to organ Organizacji Narodów Zjednoczonych powołany w 1993 roku z inicjatywy działaczy organizacji pozarządowych, głównie Human Rights Watch oraz Amnesty International podczas Światowej Konferencji Praw Człowieka w Wiedniu, w celu sprawniejszej koordynacji działań ONZ w zakresie dotyczącym praw człowieka.
Od tęczy po burzę...(czyli skąd i ile ich przybywa)
Na wędrówkę w stronę kontynentu rozpusty, bogatych państw i dużego funduszu wybrało się ich kilkaset. Matek, dzieci, ojców i babć. Stopniowo kryzys migracyjny w Europie rósł, rozrastał się i rozgałęział. Ludzie niczym lawina opuszczali swoje domy, podwórka, rodziny.
W 2014 roku o udzielenie azylu w UE ubiegało się 600 tysięcy osób. W przypadku 55% wniosków o podjęto decyzję negatywną.
Na teren państw europejskich od początku 2015 roku do końca sierpnia dotarło ponad 310 tysięcy uchodźców. Około 200 tysięcy z nich dostało się do Grecji, a 110 tysięcy - na teren Włoch.
Od 1 stycznia do 31 lipca 2015 w Niemczech złożono 195 723 wniosków o azyl. 21,5% od osób z Syrii, 15,3% z Kosowa, 15% z Albanii, 5,9% z Serbii, 5,4% z Iraku, 5,2% z Afganistanu, 2,8% z Macedonii, 2,5% z Erytrei, 1,7% z Nigerii oraz z Pakistanu i 23% z innych państw lub których pochodzenie jest nieznane lub są wątpliwości co do ich pochodzenia.
To tylko liczby. Wystarczy jednak je zsumować, wyobrazić sobie potęgę tych kilku cyfr, twarze tych ludzi, aby wiedzieć, że świat zmierza w stronę apokalipsy. Nie bez powodu czasy okupacji hitlerowskiej były tak nazywane.
Mocne słowo, wiele znaczy, kojarzy się z końcem, ogromna zagładą i brakiem wolności na jakimkolwiek obszarze życia. Ludzie, może i Twoi krewni walczyli o sumienia tych, którzy zabijali z zimną krwią. Walczyli o naszą niezależność, honor, samodzielność. Chcieli po prostu żyć, bo wtedy nie liczyło się nic innego. Nie było cenniejszego daru jak radość z każdego przeżytego dnia, który kosztował ich niewyobrażalnie dużo energii, siły, chęci. Niemiecki filozof Georg Wilhelm Friedrich Hegel stwierdził kiedyś, że historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła. Trudno się tymi słowami nie zgodzić. Powiedziałabym, że oprócz rosnącej nieustanie niechęci do uchodźców, braku tolerancji i rozgoryczenia do głów państw, polityków, powtarza się coś co już kiedyś miało miejsce. Coś po czym świat powinien wyciągnąć wnioski, co robić i jak temu zapobiegać. Wielka Emigracja powróciła, ilość uciekinierów z dnia na dzień powiększa się. Zmienia się jednak rola. Teraz nam pukają do drzwi, teraz od nas te rodziny, ci ludzie potrzebują pomocy i schronienia. Liczba osób nielegalnie próbujących się przedostać do Unii Europejskiej rośnie z miesiąca na miesiąc.
Dlaczego decydują się na ucieczkę?
To pytanie zadają sobie wszyscy ludzie z odrobiną wyobraźni i humanitarnego podejścia do nich, bezbronnych i nieświadomych tego, że tutaj też trzeba się spotkać z szarą rzeczywistością. Faktycznie "łatwiejszą"? Przyjemniejszą? Uciekają, bo szukają azylu, którego w swojej ojczyźnie nie stworzą. Niektórzy chcą uniknąć życia w zniewoleniu politycznym i pod naciskiem wyznawanych przez wpływowych ludzi w swoim środowisku poglądów, niektórzy uciekają przed agresją, niektórzy przed śmiercią. Tak czy tak, mają prawo, a wręcz dużo rozsądku, że tak robią. Trudno nam to ocenić, gdyż przywykliśmy do pewnych dóbr, niezależnie od tego jaki jest nasz status finansowy, wyższy czy niższy. Przywykliśmy do jako-takiego spokoju i względnego bezpieczeństwa oraz do pomocy ze strony Unii, do której my, Polacy należymy. W krajach wcześniej wymienionych, nie istnieje słowo pomoc. Nie istnieją organizacje, z których pomocy mogliby skorzystać. Nie mają oparcia w swoich władcach, królach, rządach. Wolą uciec niż wykazać się wolą walki, patriotyzmem. Najczęściej nie podejmują prób obalenia, pozbycia się danego problemu. Nie ma tu znaczenia czy chodzi o wojnę domową, czy o dyktaturę, epidemię, zastraszanie przez islamistów. Nie chcą, bo wiedzą, że narażają w ten sposób swoje życie. Wolą zmienić otoczenie i zacząć wszystko od początku w nowym miejscu, np. w prężnie rozwijających się, przemysłowych Niemczech, Anglii, Francji, Belgii. Wszystko wygląda tam lepiej, wysokie zasiłki, mieszkania socjalne, możliwość pracy i jakiegokolwiek zarobku. Byliby w stanie się zbuntować, ale nie robią tego, przez co cała Europa pogrąża się w chaosie, nie wiedząc jak reagować. Syria kojarzy nam się coraz gorzej, można ją nazwać krajem wiecznej i tragicznej w skutkach wojny domowej. Trwa ona bowiem nieustanie od 2011 roku, powodując, że owe państwo wypada wyjątkowo niebezpiecznie na tle pozostałych na Bliskim Wschodzie. Ryzyka wyprawy w te miejsca nie podejmuje się już prawie nikt, nawet najodważniejsi reportażyści czy reporterzy nie podróżują w tamte rejony. Wybuch walki miał miejsce 15 stycznia 2011 roku po tym jak ludzie mieli dość autorytarnych rządów jednego z najbardziej wpływowych dyktatorów ostatnich lat. Spieranie się sił wiernych prezydentowi Baszszarowi al-Asadowi ze zbrojną opozycją trwa coraz dłużej i póki co nic nie wskazuje na to, że walka początkowa polityczna, następnie zbrojna skończy się niebawem. W różnych syryjskich miastach odbywały się wielotysięczne demonstracje. W reakcji na tak liczne manifestacje władze syryjskie nakazały siłom bezpieczeństwa krwawo tłumić powstanie, w wyniku czego ginęły setki cywilów w całym kraju. W miastach ruchowi oporu odcięto dostęp do wody oraz elektryczności. Ponadto siły bezpieczeństwa konfiskowały dobra cywilne oraz żywność. Trudno nazwać słowami taką postawę.
Gdyby coś takiego miało miejsce w Europie każdy zapewne byłby oburzony, a wiele organizacji, specjalizujących się w tym, próbowałoby rozwiązać ten konflikt do skutku. Wojna domowa w Syrii jest przykładem wielowarstwowej i bardzo rozbudowanej. Trwa ona już od ponad 5 lat i przechodzi przez wiele faz, które może kiedyś miały jakieś znaczenie, teraz jednak się już o nich nie wspomina. Obie strony tak, jak zresztą zawsze walczą o swoje. Kto wygra? I jak dla nas i całego Bliskiego Wschodu, gdzie leży Syria się to skończy, nie jest w stanie powiedzieć nikt. Atmosferę podgrzewają bojownicy Państwa Islamskiego, utworzonego na tych osłabionych przez powstania i rewolucje terenach. Salficka organizacja terrorystyczna charakteryzuje się duża brutalnością, nieprzewidywalnością swoich czynów i ataków. Ten samozwańczy kalifat ogłosił swoje powstanie w 2014 roku na terytorium Syrii i Iraku.
Chociaż nie jest akceptowany przez ONZ oraz główne rządy i grupy muzułmanów, Państwo Islamskie rozwija i rozprzestrzenia się coraz szybciej. Jego idea potępiana i krytykowana przez ogrom ludzi, społeczeństw, organizacji, nie wpływa na zmianę wyznawanych przez islamistów poglądów. Na czym polega ta idea? Zastanawiamy się. Na niczym innym jak na ustawieniu się samodestrukcyjnej hierarchii w społeczeństwie i kompletnym podleganiu, bez jakichkolwiek praw religii bojowników- islamu. Syria to państwo jedne z wielu, które zdecydowało się na wędrówkę w poszukiwaniu nowego miejsca zamieszkania. W kilku słowach warto wytłumaczyć dlaczego robią to inne. Kiedy cofniemy się do statystyk przytoczonych wcześniej z łatwością zauważymy, że zaraz po uchodźcach z Syrii plasują się uciekinierzy z Kosowa, zamieszkanego głównie przez Albańczyków. Nie istnieje na mapach Europy i dużo się o nim nie mówi. Kraj ten położony geograficznie pomiędzy Czarnogórą, a Macedonią to małe terytorium, obszar obecnie nieuznawany przez NATO i państwa członkowskie Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dokładniej mówiąc czyli przytaczając dane kraj ten jest uznawany przez 105 ze 193 państw członkowskich ONZ, 23 z 28 Unii Europejskiej i 24 z 28 NATO, jednakże formalnie jest państwem nieuznawanym. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego jedni Kosowo traktują jako oddzielne, samodzielne państwo, a inne kraje łączą ten obszar z Serbią, która uważa, że region ten powinien jej podlegać. Władze Serbii nadały mu zresztą specjalną nazwę- "Prowincja Autonomiczna Kosowo i Metochia". Obywatele i mieszkańcy tego "miejsca", bo nie mogę formalnie i pełnoprawnie nazwać go państwem, żyją w ciągłym zastanowieniu gdzie właściwie się znajdują. I chociaż Kosowo ze stolicą w Prisztinie funkcjonuje i czuje się narodem jak każdy inny, tyle, że bardzo słabo rozwiniętym i zmagającym się ze skrajnym ubóstwem, bo aż 40 % obywateli państwa liczącego 1,8 miliona mieszkańców żyje żebrząc. Sytuacja jest na tyle dramatyczna, że ludzie z "nikąd" szybko wysyłani są w drogę powrotną. Jeden z najbiedniejszych, nie krajów, ale miejsc w Europie gromnie przybywa, chociażby do Niemiec gdzie oczekują lepszych perspektyw i pracy. W odróżnieniu od wcześniej omówionych Syryjczyków, zmusza ich do tego przede wszystkim sytuacja ekonomiczna. Katastrofalnie niskie wynagrodzenia i dzieci przymierające głodem to dla nich wystarczający powód, żeby opuścić "swoje miejsce na ziemi" i poszukiwać odrobiny szczęścia w państwach Europy Zachodniej. W obliczu masowej emigracji na alarm biją większość krajów związkowych. W styczniu przybyło do Bawarii ok. 1000 uchodźców, z czego 800 z nich było Kosowarami. Złapani na nielegalnym przekroczeniu granicy z reguły składają wniosek o azyl. Na Węgrzech, w miejscu przejściowym większości uchodźców, zostało już takich złożonych wiele. W 2014 roku wniosków było ok. 43 tysiące, w tym roku wpłynęło już ich minimum 13 tysięcy. Dla porównania w 2012 było ich zaledwie 2200. Na trzecim miejscu danych statystycznych znajduje się Albania. Kolejne państwo bałkańskie zmagające się z trudnymi warunkami do życia. Słaba rozwinięta gospodarka, o ile tak można ją w ogóle nazwać. Wszyscy oczekują od nas, a w szczególności od zachodniej części naszego kontynentu wsparcia i zapewnienia dobrych i "opłacalnych" warunków pracy. Nic dziwnego, bo Niemcy, Francja, Belgia czy Wielka Brytania mogą się poszczycić wysokim wskaźnikiem PKB i nieustanym rozwojem. Jak z pewnością można wywnioskować pozostałe państwa skąd przybywają uchodźcy to państwa Bliskiego Wschodu, Azji Południowej lub Bałkan. W każdym z tych środowisk i miejsc powód exodusu jest czymś wywołany. Niekiedy będzie to krytyczna, niezmienna od dawna sytuacja polityczna, ekonomiczna. Czasami ludzie emigrują, bo po prostu chcą poczuć smak lepszego życia w wyższych i "zdrowszych" warunkach. Trudno nam wytłumaczyć tak tłumne, masowe przybywanie, które ma na celu otrzymanie nowych możliwości, pomocy, gdyż zdecydowana większość z nas nie była w takiej sytuacji.
Jak przybywają czyli, którędy uchodźcy trafiają do Unii Europejskiej?
Droga do Europy nie jest łatwa. Przejście jej zdecydowanie można nazwać czymś wyczerpującym i trudnym. Nie jest to kwestia kilku, męczących godzin w podróży, a wielu dni wyprawy, przy której swoje życie naraża każdy kto się na nią decyduje. Kiedy zerkamy na mapę świata, Europy widzimy jak długa musi to być wędrówka. W dobie silnie rozwiniętej i zmechanizowanej rzeczywistości, nie jest to jednak dla nas problem. Korzystamy z różnych środków transportu, wybieramy te dla nas komfortowe, wygodne i szybkie. Podczas ich podróży nie istnieje słowo komfort (...)
@RY1@i02/2016/104/i02.2016.104.00000120a.803.jpg@RY2@
@RY1@i02/2016/104/i02.2016.104.00000120a.804.jpg@RY2@
Kontynuacja artykułu na gazetaprawna.pl, dziennik.pl oraz forsal.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu