Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Prawnik patrzy na pracę

28 czerwca 2018

Niestety to jest książka tylko dla prawników. Napisana trudnym prawniczym językiem i na dodatek wyceniona jak drogi (129 zł) fachowy podręcznik. Piszę "niestety", bo w tej książce jest dynamit, który mógłby narobić sporo szumu w polskiej publicystyce ekonomicznej. Gdyby tylko wydać ją bardziej po ludzku...

Obawiam się, że nie potrafię wiernie i fachowo odtworzyć wywodów Arkadiusza Sobczyka. Boję się też tego, że mogę zostać oskarżony o nadmierne uproszczenie. Ale nie da się inaczej pisać o książce, której autor posługuje się specyficzną prawniczą frazą i żargonem. Rozumiem, że taka jest konwencja i nie ma na ten szyfr rady (choć redaktor mógłby jednak tu i ówdzie bardziej się wysilić). A jednak nie chcę machnąć na nią ręką i zaliczyć do grona tych wszystkich fachowych podręczników, które zostaną przeczytane przez raptem kilka osób, a potem na wieki wieków zajmą miejsce na kancelaryjnych półkach. Bo ta książka bez dwóch zdań zasługuje na szerszy rezonans.

Rzecz jest o pracy. Polskiej pracy. Czyli o (moim zdaniem) największej porażce polskiej transformacji. Okazuje się, że nie tylko moim. Podobnego zdania zdaje się być też Arkadiusz Sobczyk. Radca prawny, współwłaściciel krakowskiej kancelarii Sobczyk & Współpracownicy i profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego specjalizujący się w polskim prawie pracy. A przede wszystkim ostry polemista i autor lubiący zmagać się z obiegowymi prawdami.

W książce Sobczyk przeciwstawia się klasycznemu liberalnemu spojrzeniu na prawo pracy. Polemizuje z przekonaniem, że praca to towar jak każdy inny, który się po prostu kupuje na wolnym rynku. A niewidzialna ręka wiedzie nas ku najbardziej korzystnym dla obu stron warunkom tej umowy. W swoich prawniczych wywodach Sobczyk momentami bardziej przypomina marksistę. Ma coś w rodzaju małej (zdrowej) obsesji na punkcie wolności pracy. Pisze, że nie możemy udawać, jakoby pracownik był wolny w sytuacji, gdy jego egzystencja od pracy zależy. Sobczyk odwołuje się też do argumentów wspólnotowych. Mówi, że sposobem na odzyskanie wolności pracy byłoby zapewnienie pracownikowi (człowiekowi) silniejszego wsparcia ze strony wspólnoty (tu używa argumentów komunitariańskich i klasycznie socjaldemokratycznych). A w dalszej części książki przygląda się konkretnym instytucjom polskiego prawa pracy. Zawsze gotów do polemiki i niechętny chodzeniu utartymi ścieżkami myślenia.

I właśnie na tym polega atrakcyjność i wywrotowość tej książki. Również dla czytelników, którzy nie gustują na co dzień w ciężkostrawnych prawniczych glosach, podręcznikach i komentarzach. Dla nich mam radę. Nie bójcie się tej książki. Kopcie wytrwale i nie zrażajcie się tym, że narracja momentami wam trochę odjedzie. Bo wytrwali się w końcu dokopią. Jest do czego.

@RY1@i02/2016/039/i02.2016.039.000003500.802.jpg@RY2@

Arkadiusz Sobczyk, "Wolność pracy i władza", Wolters Kluwer, Warszawa 2015

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.