Seria niefortunnych konwersji
W moim prywatnym rankingu spółek notowanych na warszawskiej giełdzie, które stosowały kreatywną księgowość, jedną z najwyższych pozycji zajmuje spółka, która kiedyś nazywała się Grupa Nokaut. Podobnie wysoką, niechlubną pozycję zajmuje ona w rankingach spółek, które wprowadziły inwestorów w błąd, ich plany rozwoju się nie powiodły, a wydatki inwestycyjne okazały się daremne.
Używam eufemistycznych określeń. Czynię tak ze względu na zasadę domniemania niewinności. Kiedy dziesięć lat temu bankrutowała spółka Warszawska Grupa Inwestycyjna, wydawało się, że wina osób nią zarządzających jest oczywista. Tymczasem jej zarząd przyjął bardzo interesującą i nad wyraz skuteczną linię obrony, korzystając z domniemania niewinności właśnie. Do redakcji, które odważyły się coś napisać na temat działalności WGI, wpływały pozwy za naruszenie dóbr osobistych. Kolejne pisma dotyczyły żądania sprostowania. Redakcje zazwyczaj nie publikowały sprostowań, w znanym mi przypadku żądanie dotyczyło artykułu... który nigdy się nie ukazał. Sprostowanie się nie ukazało? To było już podstawą do składania aktów oskarżenia przeciw redaktorom naczelnym do sądu karnego. Dlatego większość redakcji o upadku WGI oraz o późniejszym poszukiwaniu i próbie odzyskania pieniędzy nie pisała.
W Grupie Nokaut nikt nikomu nigdy żadnych zarzutów nie postawił. Dlatego więc będziemy pisali, że zarząd oglądał świat przez różowe okulary i niezbyt rozważnie wydawał pieniądze, które pozyskał w ofercie publicznej. A było to tak.
W styczniu 2006 r. w Gdyni zarejestrowano spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, której celem było zbudowanie porównywarki internetowej nokaut.pl. Porównywarka rosła, przychody i wydatki również. Projekt okazał się sukcesem, część inwestorów z wczesnej fazy start-upu postanowiła zrealizować zyski. Aby nie straszyć potencjalnych nabywców, nazywa się to procesem deinwestycji.
Przygotowując się do tej deinwestycji, w 2010 r. przekształcono firmę w spółkę akcyjną i w sposób twórczy zaczęto podchodzić do sprawozdania finansowego. Wycena spółki zależy od tego, jakie powtarzalne zyski ona przynosi teraz, oraz od tego, jakie zyski będzie przynosić w przyszłości. Proste? Firma internetowa we wczesnej fazie rozwoju musi ponieść duże nakłady na zaprojektowanie i zbudowanie serwisu. Ale ponosi również wydatki związane z jego bieżącą działalnością jak reklama i marketing czy utrzymanie i konserwacja systemu.
I tu pojawia się zasadnicze pytanie: jaka część wydatków związanych z porównywarką jest kosztem działalności operacyjnej, a jaka inwestycjami w wartości niematerialnie i prawne?
W 2009 r. spółka wypracowała 3,40 mln zł przychodów i miała 1,12 mln zł zysku operacyjnego, a wydatki inwestycyjne wyniosły 1,07 mln zł. Rok później przychody wyniosły 5,48 mln zł (plus 61,1 proc.), a zysk operacyjny 1,94 mln zł, przy wydatkach inwestycyjnych w wysokości 1,58 mln zł. W 2011 r. przychody wyniosły 8,14 mln zł (plus 48,5 proc.), zaś zysk operacyjny 2,60 mln zł. A inwestycje? 2,57 mln zł. Ktoś może uznać, że spółka przeznacza na inwestycje cały wypracowany zysk. I to jest pierwsza wersja prawdy. Ale ktoś inny może uznać, że spółka nie wypracowywała nadwyżki finansowej, a zysk pojawił się dlatego, że część wydatków zaksięgowana została jako inwestycje w wartości niematerialne i prawne. Która wersja jest prawdziwa? To się okaże w kolejnych latach.
Piękny zysk i jeszcze śliczniejsza rentowność pokazane przez spółkę w 2010 r. były podstawą do emisji akcji serii B po cenie 4 zł za akcje. Przeprowadzono ją na początku 2011 r., na rok przed ofertą publiczną (IPO). Sama oferta przeprowadzona została w lutym 2012 r. Dotychczasowi inwestorzy sprzedali 900 tys. akcji serii A w ramach deinwestycji, zaś spółka wyemitowała 1,7 mln nowych akcji serii C. Po cenie 12 zł. Do kasy spółki powinno wpłynąć 20,4 mln zł, ale emisja była wyjątkowo droga - łączny jej koszt wyniósł 2,1 mln zł (ponad 10 proc. wpływów). Z tego połowę przeznaczono na promocję oferty.
Kiedy na konto spółki wpłynęły środki z emisji, można było przejść do kolejnej fazy rozwoju. Przytoczę hasła: budowa marki, akwizycje w obszarze e-commerce oraz rozwój i modernizacja oprogramowania, ekspansja rynkowa w kraju i za granicą. Trwało to zaledwie kilkanaście miesięcy. Bo raport za 2012 r. przynosi zagadkę. W opisanym wcześniej bilansie sporządzonym na koniec 2011 r. spółka wykazała 4,5 mln zł wartości niematerialnych i prawnych, dodatkowo wydała 6,0 mln zł na nabycie tych wartości w 2012 r. Ile wyniosły one na koniec 2012 r., jeżeli łączna amortyzacja w tym roku to 1,5 mln zł?
Odpowiedź, przyznam, zaskakująca: w bilansie wykazano, że jest to 1,1 mln zł. Stało się tak, ponieważ spółka zaniechała prac rozwojowych (4,8 mln zł straty), utworzyła odpis z tytułu utraty wartości zakończonych prac rozwojowych (2,9 mln zł), rezerwę na koszty zamknięcia zaniechanych projektów (1,0 mln zł) oraz odpis z tytułu utraty wartości prac rozwojowych w toku (0,4 mln zł). Zawsze zastanawia mnie, jak to się stało, że jeszcze w IV kwartale 2012 r. na inwestycje w wartości niematerialne i prawne wydano 2,3 mln zł. A zaraz później to wszystko spisano w straty. Ciekawe, kto był podwykonawcą i czy ktoś kiedyś widział protokoły odbioru? I czy to naprawdę wina złego Google’a?
Możemy wrócić teraz do sprawozdań za lata 2009-2011. Jaki był wynik finansowy spółki w tych latach? Bo nie wiem, czy mogę pytać o zysk. Ten, oczywiście, miał się pojawić w przyszłości. Ale żeby go osiągnąć, potrzebne były nowe inwestycje. W wartości niematerialne i prawne. W 2013 r. wydano na ten cel 4,8 mln zł i wykazano niewielką stratę (0,2 mln zł), a w 2014 r. zainwestowano "tylko" 0,7 mln zł, ale jednocześnie kupiono spółkę za 5,9 mln zł. A w 2015 r.?
Jeżeli sądzisz, drogi czytelniku, że ponownie utworzono odpis z tytułu utraty wartości prac rozwojowych to, niestety, masz rację. Rezerwa wyniosła 6,1 mln zł, a to oznacza, że wszystko, co "zainwestowano" w latach 2013-2015, okazało się nic niewarte.
Co z porównywarką, od której wszystko się zaczęło? Została wniesiona aportem do firmy Sales Intelligence; ta od września jest spółką akcyjną i ubiega się o wprowadzenie akcji do obrotu na rynku NewConnect. Właśnie przedłużono zapisy na akcje serii B. Zgodnie z prezentacją dla inwestorów pieniądze są potrzebne do stworzenia inteligentnych produktów bazujących na analizie big data, cechujących się dużą efektywnością konwersji e-commerce. Tu się zgadzam, grupa ma jeden z najwyższych na rynku współczynnik konwersji. Środków inwestorów na środki podwykonawców i osób z nią powiązanych. ⒸⓅ
@RY1@i02/2017/210/i02.2017.210.000001400.801.jpg@RY2@
Artur Sierant
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu