Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kronika nowoczesnego krachu

23 października 2017

Czarny poniedziałek zdarzył się na giełdzie w Nowym Jorku dokładnie 30 lat temu. 19 października 1987 r. indeks Dow Jones spadł o 22,6 proc. Muszę przyznać, że moja wiedza ekonomiczna sprowadzała się wówczas do jednej zmiennej - czarnorynkowego kursu dolara. Był on uniwersalnym przelicznikiem w silnie zdolaryzowanej gospodarce.

W Polsce tego dnia komentowano nowy serial, którego pierwszy odcinek dzień wcześniej wyemitowała telewizja (publiczna, bo innej nie było), a który od razu zrobił furorę - mam na myśli do dziś lubianych "Zmienników". Serial był proroczy, bo na szczycie władzy również pojawili się zmiennicy. Trwały przymiarki do reorganizacji rządu Jerzego Messnera, zlikwidowano bardzo dużo ministerstw, w tym całkowicie niesłusznie, Ministerstwo Górnictwa i Energetyki, które jeszcze dwa lata wcześniej było Ministerstwem Energetyki i Energii Atomowej. Już nikt o tym nie pamięta, ale miesiąc później - w listopadzie 1987 r. - odbyło się referendum, które miało wyrazić zgodę na "drugi etap reformy".

Jak widać nasz polski kryzys trwał w najlepsze. Warto przypomnieć, że był on echem kryzysu naftowego z 1973 r. Kiedy ekipa Edwarda Gierka obejmowała władzę i postanowiła zbudować drugą Polskę, na świecie panowała dobra koniunktura. Kredyty były tanie i każdy bank chętnie ich udzielał. Surowce zaś były drogie i każdy producent chętnie je kupował.

W obozie kapitalistycznym koniunktura zaczęła się poprawiać w 1982 r. i gospodarka wróciła na ścieżkę wzrostową. Na rynku kapitałowym modne były obligacje śmieciowe (junk bonds), które służyły do finansowania fuzji i przejęć (wykupy lewarowane). Po latach okazało się, że dobrze przeprowadzona i rozliczona księgowo fuzja przyczynia się do wzrostu zysków spółek. I to w przeliczeniu na jedną akcję. W Polsce to cudownie tajemnicze zjawisko przestało być sztuczką księgową wraz z wprowadzeniem w 2005 r. Międzynarodowego Standardu Sprawozdawczości Finansowej 3 (Połączenia jednostek gospodarczych). Stało się ono standardem, który pozwala ujemną wartość firmy rozliczyć przez rachunek zysków i strat. Jako zysk. Ale to inny temat.

Ówczesny obraz rynku i gorączki spekulacji bardzo dobrze ilustruje "Wall Street" - słynny firm Oliviera Stonea. Jego premiera miała miejsce dwa miesiące po czarnym poniedziałku. Trudno o lepszy czas. Zwłaszcza że notowania akcji spadały jeszcze do końca roku. Scenariusz zaczęto pisać w 1986 r., a akcję filmu umiejscowiono w 1985 r. W tym czasie amerykańska komisja papierów wartościowych i giełd (SEC) rozpoczęła wielkie śledztwo dotyczące wykorzystywania poufnych informacji (insider trading). W powszechnej opinii główny bohater to trochę Ivan Boesky (to on powiedział publicznie: "Chciwość ma zawsze rację"), trochę Dennis Levine (Król Wrogich Przejęć), a trochę Michael Milken (Król Obligacji Śmieciowych). Wszyscy zostali osądzeni i skazani, kolejno na 3,5 r. więzienia i 100 mln dol., 2 lata więzienia i 362 mln dol. oraz 10 lat więzienia i 600 mln dol. kary. Wyroki zostały później obniżone ze względu na dobre zachowanie osadzonych, ale wszyscy dostali dożywotni zakaz pracy na rynku kapitałowym.

Na szczęście dla polskich widzów film jako ukazujący zło i zepsucie kapitalizmu bardzo szybko trafił do kin. I nagle okazało się, że gospodarka to nie tylko czarnorynkowy kurs dolara. Duża część młodych ludzi zobaczyła inny świat: telefony komórkowe, komputery i zmieniające się notowania. Każdy chciał być Gordonem Gekko, ale takim, który nie da się złapać.

A za oceanem? Do 1985 r. inwestowano we wspomniane już śmieciowe obligacje. W 1987 r. fala inwestycji przeniosła się na rynek akcji oraz rynek nieruchomości (biurowce, luksusowe apartamenty). Szczyt ówczesnej hossy przypadł na końcówkę sierpnia. Indeks Dow Jones ustanowił wówczas rekord - ponad 2,7 tys. pkt (dziś jest to ponad 23 tys. pkt, ale proszę pamiętać o sile procentu składanego: dała ona dziewięciokrotny wzrost przy średniej rocznej stopie zwrotu wynoszącej 7,4 proc.).

Wrzesień i początek października 1987 r. to powolne spadki notowań. W środę 14 października Dow Jones stracił 4,2 proc. Sytuacja na świecie zaczęła się pogarszać, kiedy 15 (czwartek) i 16 (piątek) Iran dzień po dniu zaatakował dwa amerykańskie tankowce. Indeks obniżył się o dalsze 2,5 proc. i 4,8 proc. Europa w tym czasie miała swój problem - Normandię, wyspy na kanale La Manche oraz południową Anglię zaatakował najsilniejszy od 1703 r. (wcześniej nie mierzono siły wiatru) huragan. Uderzył znad Zatoki Biskajskiej tak szybko, że nie nadano mu jak zazwyczaj imienia, dlatego nazywany jest Great Storm of 1987. Siła wiatru we Francji wyniosła 217 km/h, w Anglii 190 km/h. W sparaliżowanym Londynie w piątek zawieszono pracę giełdy. Łączne straty na południu Anglii wyceniono na miliard ówczesnych funtów, doliczono się 15 mln połamanych drzew.

W poniedziałek rano amerykańskie rakiety trafiły w dwie irańskie platformy naftowe. Zrobiło się gorąco, inwestorzy w Hongkongu (który jeszcze przez 10 lat będzie dzierżawiony przez Brytyjczyków) zaczęli wyprzedawać akcje. Gdy rozpoczęła pracę giełda w Londynie - urealniono ceny po piątkowej przerwie, a to oznaczało dalsze spadki. W końcu zaczęła się sesja przy Wall Street. I tu pojawiła się nowa jakość, krótka sprzedaż oraz zlecenia stop-loss składane przez komputery, które po raz pierwszy zaprzęgnięto do obsługi składania zleceń.

Po latach powszechnie uważa się, że to błędy w oprogramowaniu komputerów spowodowały, że spadek cen w czarny poniedziałek był aż tak duży. Ale ktoś te systemy zaprojektował, napisał, testował i zaaprobował. Teraz systemy komputerowe przeprowadzają dwie trzecie transakcji i nazywane są sztuczną inteligencją. Ale i ją ktoś zaprojektował, napisał, testował i zaaprobował.

To, że spadek cen w czarny poniedziałek był aż tak duży, spowodowały błędy w oprogramowaniu komputerów

@RY1@i02/2017/205/i02.2017.205.00000110a.802.jpg@RY2@

Artur Sierant

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.