Rynkowe wariacje z powtórzeniami
Początek XVIII w. Jeden z przedstawicieli szwajcarskiego rodu Bernoullich ukończył Uniwersytet w Lozannie i na zaproszenie cara Piotra I udaje się do Petersburga. Młodzieniec był bardzo pomysłowy, postanowił więc zwiększyć swoje dochody i zaproponował znudzonej arystokracji nietypowe zakłady. Twierdził, że na sali znajdą się dwie osoby, które tego samego dnia obchodzą urodziny (nie uwzględniano bliźniaków). Możni chętnie przyjmowali zakłady, ale rachunek prawdopodobieństwa górą.
Czytelnik, który sprawnie obsługuje arkusz kalkulacyjny, może z łatwością obliczyć, że jeżeli na sali obecne są 23 osoby, wówczas prawdopodobieństwo wygranej jest większe niż 50 proc. Ten wynik zawsze wywołuje zdziwienie, dlatego nazywany jest paradoksem daty urodzin. Obecność 40 osób to już blisko 90 proc. szansy na sukces. Niestety młody matematyk nie nacieszył się swoją pierwszą pracą i salonowymi sukcesami. Po ośmiu miesiącach zmarł na chorobę, którą dziś nazywamy sepsą. Ale gdyby pobrylował nieco dłużej, z pewnością musiałby albo zmienić zasady gry, albo wręcz z niej zrezygnować. Bo rynek zacząłby się uczyć - coraz więcej ludzi wiedziałoby, że tego typu zakład się zazwyczaj przegrywa. A co niektórzy sięgnęliby po napisaną przez wuja młodego człowieka książkę "Ars Conjectandi" (Sztuka przewidywania), uważaną za pierwszą istotną pracę o rachunku prawdopodobieństwa.
To, co dziś można wyliczyć za pomocą arkusza kalkulacyjnego w ciągu dwóch, trzech minut, 300 lat temu wymagało wykonania żmudnych obliczeń. Ale porównywalne zjawiska występują na rynkach także dziś. W innym miejscu i na inną skalę.
I teraz mam dwie możliwości. Mogę porównać osoby stosujące tradycyjną analizę techniczną z żądnymi łatwych i szybkich zysków naiwnymi bywalcami salonów. Nauczyli się rynku z podręcznika typu "Forex w dwa dni" i naiwnie śledzą na ekranie swojego smartfona formacje i oscylatory analizy technicznej. Mogę też porównać młodego człowieka z programistami, którzy dziś wykorzystują maszynowe uczenie się, popularnie nazywane "sztuczną inteligencją", do analizowania tego, w jaki sposób inwestują "leszcze". Czytają nawet te same podręczniki, ale na ich podstawie budują swoje algorytmy i analizują, jak, statystycznie, inwestorzy reagują w wybranych sytuacjach. Do tego coraz bardziej wydajne komputery, superszybkie łącza, serwery umieszczane w budynkach giełdy, bo ważna jest każda milisekunda. Czyli mogę dalszą część felietonu poświęcić handlowi wysokich częstotliwości (algorytmicznemu).
Ale nie! Niespodzianka, tytuł felietonu nie jest przypadkowy, mimo iż brzmi jak senna zmora maturzysty. Wrócę do opisanego na początku zjawiska wspólnego świętowania urodzin. I pójdę dalej, do wspólnego świętowania imienin. Jak wiemy, są imiona i nazwiska bardzo popularne i zdarza się, że dwie osoby, które nie są rodziną, mają to samo imię i nazwisko.
Historia, którą opiszę, wydarzyła się w ubiegłym roku. Nie mogę, niestety, napisać, o jakie spółki chodzi. Zacznijmy od spółki mniejszej, notowanej na rynku NewConnect. Nazwijmy ją NewTech. W tej spółce inwestorzy nie byli zadowoleni z osiąganych rezultatów, co zapewne oznaczało, że stracili na inwestycjach w jej akcje. Tu też można posłużyć się statystyką: NCIndex, będący indeksem rynku alternatywnego, powstał 10 lat temu i stracił w tym czasie 70 proc. To oznacza, że niezadowolonych inwestorów może być więcej niż zadowolonych. Jeden z tych niezadowolonych, nazwijmy go pan White, regularnie pojawiał się na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy w NewTech i przysparzał zarządowi problemów. Raz zapytał o coś i domagał się udzielenia mu odpowiedzi na piśmie. Innym razem głosował na "nie", zażądał zaprotokołowania swojego sprzeciwu i zaskarżał uchwałę do sądu. Podsumowując, pan White grzeczny nie był. Nie podszedł do swoich strat z należytą godnością i pokorą.
Pewnego dnia zarząd i większościowi akcjonariusze spółki NewTech poszperali w internecie i dowiedzieli się, że pan White jest znaczącym udziałowcem w jeszcze innej spółce, i to notowanej na rynku głównym. I zasiada w jej radzie nadzorczej. Nie była to firma najnowszych technologii, ale generowała stabilne zyski i wypłacała przyzwoitą dywidendę. Nazwijmy ją OldTech.
Jak się spodziewasz, drogi czytelniku, akcjonariusze spółki NewTech kupili niewielkie pakiety akcji OldTech i zarejestrowali się na walne zgromadzenie. W siedzibie spółki zjawiła się wesoła kompania i postanowiła zainteresować pana White’a nowym znaczeniem terminów spory korporacyjne, ład korporacyjny oraz jesień średniowiecza. Zrobiło się wesoło. Ale jeszcze weselej się zrobiło, gdy pan White pojawił się na sali obrad. Bo był jakiś taki inny niż ten z walnych zgromadzeń w NewTech.
Nieporozumienie zostało wyjaśnione. Wiem o tym, bo następnego dnia rano miałem telefon ze spółki OldTech. Poproszono mnie o rozróżnienie panów White’ów w naszych bazach danych. A odróżnienie ich było praktycznie niemożliwe. O Panu OldWhicie przeczytaliśmy informację, że kończył uczelnię w mieście, w którym znajdowała się siedziba spółki NewTech. O Panu NewWhicie nie wiedzieliśmy nic, ale prezes NewTech ukończył ten sam wydział co pan OldWhite, a byli prawie rówieśnikami.
Uznaliśmy więc, że to, iż operator bazy danych nie rozróżnił panów White’ów, nie było błędem. Nasza standardowa procedura, z wyjątkiem dużych pakietów akcji w spółkach rodzinnych, przewiduje "łączenie udziałów". Tu możemy wymienić długą listę akcjonariuszy, którzy w swoich portfelach mają akcje więcej niż jednej spółki publicznej.
Przypadek panów White’ów rozwiązaliśmy, ale kłopotów z identyfikacją akcjonariuszy jest znacznie więcej. W spółce mogą pojawić się inwestorzy z jakichś egzotycznych państw, o trudnych do transkrypcji nazwiskach lub nazwach. Aby rozwiązać problem, zmieniono unijną dyrektywę 2007/36/WE w sprawie wykonywania niektórych praw akcjonariuszy spółek notowanych na rynku regulowanym. Po zmianie przepisów, od 2019 r. spółki będą mogły pozyskiwać informacje o swoich akcjonariuszach. Ale pozostali uczestnicy już nie, więc dalej nie będziemy mogli rozróżniać odcieni bieli. Rynek nie znosi próżni, więc zacznie się nielegalny handel listami akcjonariuszy. ⒸⓅ
@RY1@i02/2017/170/i02.2017.170.000000700.801.jpg@RY2@
Artur Sierant
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu