Skoda, patrz i się ucz! Tak się robi PR
Po ostatnim teście Skody Octavii otrzymałem e-maila od człowieka z PR-u tej czeskiej marki, któremu bardzo nie spodobało się to, jak opisałem użyczony mi samochód. Chodziło o wersję za ponad 150 tys. zł, którą uznałem za "przerost formy nad treścią". Dodałem też, że "nie znam ani jednego człowieka w pełni władz umysłowych, który stanąłby przy tym aucie, podrapał się po głowie i stwierdził: «To świetny wybór, kupuję!». Innymi słowy, nie znam żadnego idioty". Od tego czasu minęły trzy tygodnie, a ja nadal go nie poznałem. A - sądząc po waszych komentarzach w internecie - wy również nie. Mimo to ludzie ze Skody twierdzą, że obraziłem ich klientów. Jak się domyślam, wszystkich trzech, którzy zdecydowali się kupić Octavię Laurin & Klement. Słyszałem, że oni naprawdę istnieją. Co pchnęło ich do tak nonsensownego wyboru? Ano ponoć nie chcą rzucać się w oczy sąsiadom czy urzędowi skarbowemu, ale jednocześnie mieć doskonale wyposażony samochód. To trochę tak, jakby wybudować dom przypominający szopę na narzędzia i urządzić jego wnętrze w stylu hotelu Ritz-Carlton. Po to, żeby sąsiedzi żyli w przekonaniu, że jesteście spawaczem w pobliskiej fabryce ogrodzeń, a nie chirurgiem naczyniowym.
Obawiam się, że w rzeczywistości wersją Laurin & Klement jeżdżą tylko ci, którym pracodawca pozwolił przeznaczyć na samochód 150 tys. zł, ale zastrzegł, że - np. z uwagi na politykę firmy - musi to być kompaktowa Skoda. Nie mieli więc zbyt dużego wyboru. Przyznaję: wtedy sam doposażyłbym ją po sam sufit. Ale normalny klient w tej cenie może kupić coś dużo, dużo, dużo lepszego i - jeśli zależy mu na anonimowości - również nierzucającego się zbytnio w oczy. Co powiecie na Kię Optimę, która ma przewagę nad Octavią w niemal każdym aspekcie (jest większa, przestronniejsza, bardziej komfortowa, lepiej wykonana), a w najbogatszej 245-konnej, doskonale jeżdżącej odmianie GT kosztuje równe 150 tys. zł? Albo na nieco uboższego, ale nieporównywalnie lepszego Passata ze 190-konnym dieslem i automatem? Ford Mondeo, Renault Talisman, nowy Opel Insignia - wszystkie te auta w bardzo dobrych wersjach silnikowych i wyposażenia kupicie za ok. 150 tys. zł. A jeżeli i to wam nie odpowiada, to polecam wam Volvo S60. Serio. Gdy kupicie ten samochód, będziecie mogli liczyć na duży szacunek ze strony sąsiadów - uznają was za porządnego, uczciwego i równego gościa, który zapewne jest lekarzem pediatrą. Gdy zaś pod dom podjedziecie kompaktową Skodą za 150 tys. zł, stwierdzą, że jesteście wariatami. A urzędnik skarbowy dojdzie do wniosku, że nie wiecie, co robić z pieniędzmi ze sprzedaży kokainy, skoro do Octavii zamawiacie wentylowane, elektrycznie sterowane skórzane fotele.
Powtórzę raz jeszcze to, co napisałem trzy tygodnie temu: Octavia jest dobrym i wartym rozważenia samochodem, ale w normalnej wersji kosztującej 80-90, no powiedzmy 100 tys. zł. Niestety nie opiszę wam już więcej ani jej, ani żadnej innej Skody. Jest to cena, jaką z godnością zapłacę za bycie z wami szczerym. Owszem, mógłbym obiecać przedstawicielom czeskiej marki, że więcej nie będę się wygłupiał i zamiast soczystych metafor i kontrowersyjnych porównań będę używał wyłącznie całych zdań przeklejonych bezpośrednio z katalogu Octavii. Tyle że wówczas nie chcielibyście tego czytać. A ja, z dwojga złego, wolałbym nie mieć czym jeździć niż nie mieć dla kogo pisać.
Jeśli zaś chodzi o ludzi z PR-u Skody, to powinni udać się na szkolenie po sąsiedzku - do PR-u Audi, który niedawno z przymrużeniem oka potraktował materiał, w którym jednocześnie opisałem osiem ich samochodów, poświęcając każdemu dosłownie po jednym zdaniu (i to jeszcze niekoniecznie pochlebnym). Innym razem napisałem, że właściciele Audi postrzegani są jako zadufane w sobie dupki, co - sami przyznacie - jest jeszcze gorsze niż bycie postrzeganym jak idiota w Skodzie. I co? Od szefa PR-u otrzymałem jedynie ironicznego e-maila, w którym zasugerował, że po tych słowach musi skorzystać z usług psychoanalityka. A następnie zaproponował mi test kolejnego modelu. Takie podejście wynika z jednego: w Audi pracują błyskotliwi, wykształceni ludzie, którzy znają się na tym, co robią. I rozumieją definicję felietonu. A do tego mają poczucie humoru i zamiast szantażem wolą posługiwać się ciętą ripostą.
Skoro jesteśmy przy Audi, to możemy przejść do samochodu, którym jeździłem w ubiegłym tygodniu - S4 Avant, czyli trochę mocniejszego A4. Auto miało trzylitrowy silnik V6, 354 konie i przyspieszało do setki w 4,9 sekundy. Gdy wciskałem gaz, samochód przyspieszał, gdy przełożyłem nogę na hamulec - zaczynał hamować. Skręcenie kierownicą w lewo powodowało, że S4 zaczynało jechać właśnie w tym kierunku, zaś w prawo... sami wiecie. I wszystko to robiło w stylu żołnierza Bundeswehry: dokładnie, rzetelnie i zdyscyplinowanie.
Nie należy jednak - pomimo świetnych osiągów - podchodzić do S4 jak do typowego wozu sportowego. Bo nim nie jest. Ten tytuł zarezerwowany został dla RS4, które lada chwila pojawi się na rynku. S4 ma na to za miękkie zawieszenie, kierownica stawia tu za mały opór, ciut za dużo jest podsterowności, tłumik jest za cichy, silnik za mało ryczy, a szarpnięcie przy zmianie biegów jest za mało wyczuwalne. W żadnym wypadku nie oznacza to jednak, że Audi nie zapewnia frajdy. Przeciwnie - to najlepszy ze znanych mi kompromisów pomiędzy świetnymi osiągami a wysokim komfortem. Nawet gdy jedziecie S4 naprawdę szybko i w takiej histerii, jakby ktoś wrzucił wam za kołnierz gniazdo os, ono zachowuje się nadspodziewanie spokojnie. Nie sposób wyprowadzić go z równowagi. Nie ma tu grama nerwowości. Jest szybkie, ale nie narowiste. Dynamiczne i bezpośrednie, ale nie musicie się obawiać, że po kilku zakrętach przyjdzie wam spierać z tapicerki wymiociny dzieci. To po prostu bardzo zrównoważony, praktyczny samochód do jazdy na co dzień, który pod względem osiągów może śmiało stawić czoła niejednemu Porsche. W dodatku jest zaskakująco ekonomiczny - podczas normalnej jazda autostradą nie przekroczycie 10 litrów na setkę.
Reasumując: ten samochód jest tak dobry, że nie potrzebuje żadnego PR-u. Po prostu broni się sam. Czyli zupełnie inaczej niż Octavia Laurin & Klement.ⒸⓅ
@RY1@i02/2017/125/i02.2017.125.000003700.801.jpg@RY2@
fot. Materiały prasowe
Audi S4
@RY1@i02/2017/125/i02.2017.125.000003700.802.jpg@RY2@
Łukasz Bąk
szef sekretariatu redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu