Pocałunek Muzy i prawnicza postprawda
Głośna sprawa orzeczenia w sprawie artystki uznanej za odtwórczynię, a nie twórcę, pokazała, co się dzieje, gdy sędzia działa akontekstowo. Grzesząc przeciw logice lub kanonowi w danej dziedzinie
Dawno, dawno temu niezapomniany Jan Weber (dla młodszych czytelników: znakomity dziennikarz radiowy, znawca i popularyzator muzyki, zwłaszcza sztuki pianistycznej) przedstawiał słuchaczom nagrania dziesięciorga pianistów wykonujących ten sam utwór. Nazwiska były znane, a styl pianistów - werbalnie scharakteryzowany. Demonstrowano Rubinsteina, Horowitza, Backhausa, Giesekinga, Serkina, Kempffa i innych starszych i młodszych tuzów fortepianu. Natomiast nie było wiadomo, które wykonanie który z nich grał. Z kolei konkurs (działo się to wszystko w Filharmonii Narodowej, gdzie red. Weber prowadził coś w rodzaju warsztatów dla słuchaczy) polegał na tym, aby dopasować pianistę do wykonania. Trudne to było, ale startując wówczas w rodzinnym tandemie, zrobiłam tylko trzy błędy i udało mi się zająć drugie miejsce. Oczywiście stan techniczny nagrań, znajomość dyskografii historycznych wirtuozów były tu pomocne w równej mierze co znajomość stylu wykonawczego poszczególnych pianistów. Trzeba było jednak umieć słuchać - aby usłyszeć. Innym razem któryś z kolegów prawników, świadomych, że czasem pisuję recenzje płyt i koncertów, zagadnął mnie: "Jak też pani odróżnia od siebie te wykonania". Odpowiedziałam - nie bez odrobiny arogancji - "Bo ja słyszę, panie kolego, słyszę różnicę".
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.