Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Fasadowy familizm

21 lipca 2023
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

22 lutego 2019 r. poseł Paweł Szramka wszedł na sejmową mównicę i ku rozbawieniu sali złożył życzenia urodzinowe siostrze i szwagrowi, które zakończył wezwaniem, żeby wszyscy zawsze pamiętali, że rodzina jest najważniejsza. Nikt nie potępił go za wykorzystanie parlamentu do czystej prywaty, a film z wystąpienia na YouTubie zebrał same pozytywne reakcje. Jeśli spojrzymy na badania opinii publicznej, to zdecydowana większość Polaków zgadza się z tezą posła: rodzina jest najważniejszą wartością w życiu. To dlatego zajmuje ona wyjątkowe miejsce w polskiej polityce i religii. Mamy Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, a partia rządząca niedawno chciała jeszcze powołać Instytut Rodziny i Demografii. Zapowiedź waloryzacji świadczenia 500 plus również należy uznać za świadectwo uznania dla tej instytucji. Motto „rodzina Bogiem silna” (cytując kard. Wyszyńskiego) stanowi de facto fundament nauczania Kościoła. Nie jest też pewnie przypadkiem, że to właśnie papież Polak tak wyraźnie wprowadził perspektywę rodzinną do praktyki duszpasterskiej.

Co więcej, w zestawieniu państw UE pod względem zaufania społecznego Polska sytuuje się na szarym końcu, ale jeśli uwzględnimy więzi rodzinne, to wówczas wskakujemy do europejskiej czołówki. Według badań m.in. holenderskich psychologów społecznych Geerta Hofstedego i Fonsa Trompenaarsa nasza kultura cechuje się silnym partykularyzmem. W praktyce oznacza to, że policjant, który złapie swojego szwagra na nieprzepisowej jeździe samochodem albo innym drobnym przestępstwie, raczej puści go wolno, co najwyżej grożąc palcem. Amoralny familizm, opisany przez amerykańskiego socjologa Edwarda Banfielda na podstawie obserwacji życia miejscowości w południowych Włoszech, bardzo dobrze pasuje zatem także do zjawisk społecznych zachodzących w naszym kraju.

Jednocześnie we współczesnej myśli społecznej, zdominowanej przez perspektywę liberalno-lewicową, rodzina bywa postrzegana jako ostoja patriarchatu, przemocy i opresji. Nie sposób też nie zauważyć, że instytucja ta przeżywa ogromny kryzys – choć może lepiej byłoby nazwać to ewolucją, co obrazują dane o liczbie rozwodów. Większe polskie miasta już nie różnią się tu znacząco od tych w Europie Zachodniej: rodziny patch workowe coraz częściej są normą, a nie wyjątkiem. Ludzie mają też dzisiaj świadomość patologii, które toczyły – i nadal toczą – życie rodzinne. Alkoholizm, przemoc czy wykorzystywanie seksualne dotykały całkiem sporą część domów. Możliwe, że nawet co trzeci z nas doświadczył takich problemów na własnej skórze. A z pewnością wielu zna opowieści osób, które w wieku 40 lat trafiły na terapię, żeby przepracować rodzinne traumy.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.