Jak nie zostałam zwolenniczką dobrowolności szczepień
S wego czasu zachodziłam w głowę, jak można być tak – nie boję się użyć tego słowa – głupim, żeby wierzyć, że szczepienia są szkodliwe. Aż rok temu natrafiłam w telewizji na wciągający dokument „Wyszczepieni”. Wystąpiły w nim utytułowane osoby, naukowcy, prezentowano statystyki, były dowody na ukrywanie przez amerykański instytut odpowiadający za zbieranie danych epidemio logicznych ryzyka, że jedno ze szczepień wpływa na rozwój autyzmu.
W filmie występowali rodzice, których dzieci po otrzymaniu szczepionki zmieniły się nie do poznania, tracąc kontakt z rzeczywistością. U większości wykryto autyzm. Jako matka nabrałam poważnych wątpliwości. A co jeśli szczepienia są złe? Jeśli to faktycznie spisek koncernów farmaceutycznych, które zarabiają na nim miliardy? Zrozumiałam, że wcale nie trzeba być głupim, żeby złapać się na tę propagandę. Żeby nabrać wątpliwości, wystarczy obejrzeć dobrze zrobiony film albo porozmawiać z koleżanką, której znajomej dziecko zachorowało po szczepieniu.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.