Patriotyzm a propaganda
T adeusz Płużański, autor artykułu pt. „Miłość ojczyzny po postkomunie” (DGP nr 194), odebrał wykształcenie historyczne, więc jego poglądy i postulaty zawarte w tekście muszą budzić najwyższe zdumienie. Wynika z nich, że Autor zapomniał, na czym polegają zasady badań historycznych i czym jest historia jako dziedzina nauki. Pozwolę więc sobie przypomnieć pewne kwestie. Przez wieki dziejopisarstwo miało do wypełnienia praktyczne cele: historia miała dostarczać przykładów do naśladowania, historyk bowiem był moralizatorem. Miała wyposażać rządzących w argumenty potrzebne w politycznej walce, uzasadniać roszczenia, głosić chwałę panujących i własnego narodu. Miała też „uczyć patriotyzmu”. Ten model pragmatycznej, jak mówią specjaliści, historii został zakwestionowany w XVII w. między innymi dlatego, że tak uprawiana kompletnie straciła wiarygodność – w związku z rosnącym powoli poziomem wykształcenia wyższych warstw społecznych coraz łatwiej można było wychwytywać manipulacje, przekłamania albo wręcz kłamstwa historyków.
Odpowiedzią na ten kryzys był rozwój nowoczesnego warsztatu historyka, opartego na obowiązku weryfikowania wszystkich przekazów źródłowych, oceny, czy są autentyczne i w jakim stopniu są wiarygodne. Drugim kluczowym elementem był bezwzględny nakaz zachowania bezstronności: nie wolno było ujmować dziejów z perspektywy źródeł, z których korzystał czy z punktu widzenia jego mecenasów. Ten proces był długotrwały i dramatyczny, wiązał się z dążeniem do zdobycia przez historyka autonomii wobec swych zleceniodawców: państwa i Kościoła. Duża grupa badaczy w owym czasie związana była z Kościołem katolickim – mowa np. o zakonnikach. Ich praca często prowadziła do konfliktów, rzetelne bowiem zbadanie źródeł mogło wykazać, że np. zakon, szczycący się ponad tysiącletnią tradycją (miał jakoby być założony przez jednego z biblijnych proroków), naprawdę istnieje… zaledwie 500 lat. Tak rodziła się nowa humanistyka, która miała realizować wyłącznie jeden cel: poznawczy. Historyk miał obowiązek upubliczniać wyniki swej pracy niezależnie od ich wydźwięku. Jeżeli z przeprowadzonych, rygorystycznie opartych na zasadach krytyki naukowej, badań źródłowych wynikało, że czczony powszechnie bohater narodowy (to już nieco późniejsza historia) to łobuz, historyk miał obowiązek te badania ogłosić, nawet gdyby tamten był postacią bliską jego sercu. Takie jest abecadło współczesnego historyka.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.