Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Wiara, nadzieja, nienawiść

Wiara, nadzieja, nienawiść
Rys. Stanisław Gajewski
5 lipca 2024
Ten tekst przeczytasz w 16 minut

A gdyby podjąć próbę rozmowy z tymi, którzy – stukając w klawiatury – pochwalają gwałty, o kobietach nie piszą inaczej niż „szmata” i wyznają kult ER

Kiedy myślę o „mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet”, mam – a to choroba zawodowa – skojarzenia książkowe. Po pierwsze z trylogią „Millennium” Stiega Larssona (otwierający ją tom nosił tytuł „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”), ubraną w szaty sensacyjnej fabuły historią systemowej krzywdy i szalonej zemsty: emblematyczna postać Lisbeth Salander, dziewczyny groźnej, nieprzewidywalnej, pozbawionej sentymentów i podważającej zastany porządek, została z kulturą popularną na długo. Po drugie z prawie 300-stronicową sekcją monumentalnej powieści „2666” chilijskiego pisarza Roberta Bolaño, poświęconą fali morderstw kobiet w Ciudad Juárez, mieście w Meksyku, przy granicy z USA: od lat 90. zeszłego wieku znajdowano tam porzucone ciała zgwałconych, brutalnie zabitych pracownic fabryk i montowni – tych ciał były setki. Bolaño przywraca ofiarom imiona i nazwiska, ale zarazem pokazuje, jak śledztwa w sprawie tych zbrodni grzęzną w marazmie, a brutalne czyny pozostają nieukarane: dla świata, który swobodnie dopuszcza krańcową mizoginiczną przemoc i pogardę, kobiety te były niczym przedmioty jednorazowego użytku. Po trzecie – naturalnie z „Opowieścią podręcznej” Margaret Atwood: wizją rzeczywistości z mokrych snów religijnych fundamentalistów, gdzie kobiety – zniewolone w sposób absolutny, pozbawione jakichkolwiek praw – wypełniają tylko funkcje prokreacyjne i opiekuńcze.

Dobrze mieć świadomość, że istnieje mroczny zakątek internetu, w którym mężczyźni naprawdę nienawidzą kobiet: Lisbeth Salander byłaby dla nich ikoną „feministycznego terroryzmu”, dystopijny ład z „Opowieści podręcznej” uważaliby za stan pożądany, a ich kompulsywne fantazje o gwałtach wykluczałyby jakąkolwiek empatię dla ofiar kobietobójstwa z Ciudad Juárez. Mowa o manosferze (manosphere), nieformalnej, lecz potężnej i wpływowej (zwłaszcza w obszarze anglojęzycznym) sieci blogów, stron, forów internetowych i kanałów na popularnych komunikatorach, które skupiają się na, mówiąc zwięźle, różnych formach obrony męskości.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.