Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Nie zawsze chodzi o głosy i pieniądze

7 maja 2024
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Ile jest w Polsce bezdomnych zwierząt? Nikt nie wie. Szacuje się, że samych psów ok. 100 tys. – tylko w zarejestrowanych schroniskach dla zwierząt, ale jest jeszcze nieznana liczba mniejszych i większych przytulisk prowadzonych przez osoby prywatne, które nigdzie nie raportują, ile czworonogów mają pod opieką, bo formalnie w ogóle nie prowadzą takiej działalności (nie czerpią z tego dochodów, przeciwnie – dokładają do tego). A ile jest zwierząt towarzyszących w gospodarstwach domowych? Może państwa zaskoczę, ale tego też nie wie nikt. Około 6–8 mln. Spory rozrzut, prawda? Danych brak, bo nie ma ani systemu, w którym rejestrowano by te zwierzęta, ani odpowiedzialnej za to instytucji. Nawet jeśli w gminie uchwalono podatek od psa, to raczej trudno podejrzewać, by wszyscy zgłaszali swoje czworonogi dobrowolnie, skoro mandat grozi im w zasadzie wyłącznie wtedy, kiedy pokłócą się z sąsiadami.

A po co nam w ogóle ta wiedza? Ludzkość jakoś się bez niej obywała przez stulecia. Tak, ale były to stulecia traktowania zwierząt jak rzeczy, własności, z którą posiadacz może zrobić, co mu się żywnie podoba. Szczęśliwie także w Polsce mamy ten okres za sobą, co potwierdziliśmy w art. 1 Ustawy o ochronie zwierząt. Pomijając wyjątki (jak zwierzęta gospodarskie i dzikie, a także zastosowanie do zwierząt towarzyszących w sprawach nieobjętych wspomnianą ustawą przepisów dotyczących rzeczy – mogą one np. wchodzić do masy spadkowej), zgodziliśmy się, że człowiek jest im winien poszanowanie, ochronę i opiekę (art. 1 par. 1 u.o.z.), a organy administracji publicznej podejmują działania na rzecz ochrony zwierząt, współdziałając w tym zakresie z odpowiednimi instytucjami i organizacjami krajowymi i międzynarodowymi (art. 1 par. 3 u.o.z.).

Jak mamy sprawdzić, czy zwierzęciu nie dzieje się krzywda, skoro nie wiemy, że istnieje i kto za nie odpowiada? Jaką – poza łutem szczęścia – mamy możliwość odnalezienia psa czy kota, który się zgubił? Możemy jeździć od schroniska do schroniska, a nawet sprawdzać w lecznicach, czy nie trafił tam pies po wypadku. Ba, mogliśmy go nawet zaczipować – w ten sposób znalazca albo odpowiednie służby powinny nas łatwo odnaleźć i w zależności od okoliczności oddać nam zwierzę albo oskarżyć nas o jego niewłaściwe utrzymanie i narażenie na utratę życia lub zdrowia (co może być uznane za znęcanie się). Powinny, ale tego nie zrobią, bo system w Polsce nie działa. A nie działa dlatego, że nie istnieje. Jest tylko zbiór niezależnych od siebie komercyjnych podmiotów, które prowadzą bazy danych. Jeśli więc znalazca/organ sprawdzi akurat w innych, niż nasze zwierzę widnieje, możemy go nigdy nie odnaleźć. Nigdy też – jako społeczeństwo – nie znajdziemy większości winnych porzuceń czy maltretowania psów i kotów (co, przypominam, jest przestępstwem, więc powinno być ścigane).

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.