Neoekologia? Nie, dziękuję!
Paul Kingsnorth był ekologiem. I to radykalnym. Ale już nie jest. Przestraszył się neoekologów, którzy w ciągu ostatnich 15–20 lat przejęli ruch. Czyniąc współczesny „klimatyzm” zaprzeczeniem tego, o czym marzyli zwolennicy bardziej harmonijnego współżycia człowieka z naturą.
„Neoekolodzy uwielbiają ustalać ceny dla takich rzeczy, jak drzewa, jeziora, mgły, krokodyle, lasy deszczowe i zlewnie – pisze Kingsnorth. – Każda z tych rzeczy może dostarczać «usługi ekosystemowe», a je z kolei można kupować, sprzedawać, policzyć bądź zmierzyć. Wiąże się z tym niemal religijne podejście do metod naukowych. Wszystko, co ważne, może być wymierzone przez naukę, cenę wyznaczą rynki, a wszelkie roszczenia, które nie zawierają załącznika w postaci liczb można z łatwością pominąć”. Kingsnorth nie liczy już samonaprawę ruchu. Bo neoekolodzy nie widzą potrzeby zmieniania samych siebie. Dla nich problemem są wszyscy wokoło, ale nie oni sami.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.