Właź na ring, narysuj mapę i nie nabij sobie guza
J eśli prowadzisz globalną firmę, nie masz wyjścia – musisz dostosować się do lokalnych gustów. To dlatego menu japońskiego McDonaldsa różni się od polskiego, a prowadzący rodzimą firmę bieliźniarską biznesmen powiedział mi kiedyś, że na rynek rosyjski wysyła te same modele, co nad Wisłę, tyle że ze znacznie większą ilością srebrnych i złotych nici.
Jeśli jednak prowadzisz globalną firmę technologiczną, to prędzej czy później będziesz musiał zmierzyć się z siłami potężniejszymi niż słabość lokalnej klienteli do metali szlachetnych czy sosu teriyaki. Na przykład nietolerującymi sprzeciwu autokratami, którzy mogą popsuć ci biznes u siebie w kraju. Tak, big tech to zabawa dla big boys, bo w grę wchodzi big politics.
Weźmy firmę Apple. Po upływie pięciu lat producent elektroniki dla korzystających z map Apple na terytorium Federacji umożliwił postrzeganie półwyspu jako częścią Rosji. Minister polityki wewnętrznej, informacji i łączności anektowanej Republiki Krymu Siergiej Zyrianow nazwał zmianę „przełomem technologicznym i informacyjnym”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.