Żałoba nad plastikowym zniczem, czyli polskie problemy śmieciowe w cmentarnej soczewce
Ż ycie jest ulotne, a wszystko przemija. To refleksje w związku z ostatnimi świętami. Podobnie jak zaduma nad tym, co po sobie zostawimy. Odpowiem – będzie to plastik. Ten sam, z którego wykonano podstawkę pod znicz czy sztuczną gałązkę w wiązance. Zostaną tu dłużej niż ktokolwiek z nas. To problem, który podczas ostatnich świąt nie umknął uwadze ani księży, ani włodarzy. Jedni i drudzy apelowali o rozsądek, próbując nawet lansować modę na elegancki minimalizm, w myśl zasady, że mniej zniczy to bardziej schludny grób.
Można powiedzieć, że tonący brzytwy się chwyta, bo nigdy jeszcze ceny za śmieci nie były tak wysokie. To chyba pierwszy rok, kiedy przed wejściem na cmentarz stały puszki na datki nie tylko na odnowę zabytków, ale również na sfinansowanie porządków po inwazji Hunów z torbami wypchanymi chińskim plastikiem. Tak, to niestety my. Ocena może i brutalna, ale trudno spojrzeć na nas inaczej z perspektywy zarządcy terenu, który musi uprzątnąć tony porzuconych śmieci. A staje się to coraz bardziej karkołomnym zadaniem.
Wiele osób uważa, że problem śmieci można rozwiązać prostymi metodami – czyli zamówieniem większej liczby kontenerów. Częściej je odbierać, by szybciej znikały nam z oczu. Niestety, to, co widzieliśmy w tym roku na cmentarzach, to symptom choroby, a nie chwilowe zachwianie na rynku. Jak w soczewce skupiają się tu największe problemy z gospodarką odpadową, z którymi będziemy musieli się zmierzyć. Nie tylko od święta.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.