Rządy najgorszych
Chętnie deklarujemy, że cenimy u polityków kompetencje i uczciwość, ale głosujemy na krętaczy. Czy współczesną demokrację można pogodzić z cnotą?
Pamiętacie jeszcze hasło „Nie świruj – idź na wybory”, które polscy celebryci wygłaszali na zabawnych (cóż, przynajmniej dla niektórych) youtubowych filmikach? Pytam, bo niektóre tematy żyją w wyborczej gorączce bardzo krótko. Brak co prawda dowodów, że to akurat dzięki tej akcji ludzie istotnie poszli głosować, jak na Polskę, rekordowo tłumnie. W wyborach wzięło udział niemal 62 proc. uprawnionych obywateli, o 11 pkt proc. więcej niż w 2015 r. i o 13 pkt proc. więcej niż w 2011 r.
Eksperci popierający zwycięzców będą teraz zachwycać się rozkwitem polskiej demokracji (jaki mądry naród!), eksperci związani ideowo z nową i „nową starą” opozycją będą płakać nad jej upadkiem (jaki głupi naród!). Ale w tym artykule nie o bieżącej polityce, PiS, KO, PSL, Konfederacji, Lewicy, lecz ogólnie – o demokracji samej i mitach, które sobie na jej temat opowiadamy. Wiara w mity zdegenerowała ten ustrój w kakistokrację, czyli rządy najgorszych. Zdegenerowała? Tak. To proces już zakończony i właśnie dlatego kolejne wybory przypominają wymienianie siekierki na kijek czy – jak powiedziałby Stefan Kisielewski – mieszanie łyżeczką w niesłodzonej herbacie. Co gorsza, degeneracja nie dotyczy tylko Polski, lecz także niemal całego Zachodu. Potrzeba zmiany fundamentalnej, bo bez odbudowy demokracji nie ma mowy o sprawiedliwym świecie i skutecznej polityce z właściwie ułożonymi priorytetami. Żadne międzynarodowe szczyty i protokoły nie pomogą.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.