Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Najpierw żarcie, potem moralność

17 października 2019
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W e dług słownika PWN „proceder” oznacza „działanie, często stanowiące czyjeś źródło utrzymania, które jest uznawane za niezgodne z prawem lub zasadami moralnymi”. W debacie publicznej z oceną procederu jest fundamentalny problem. Problem polega oczywiście na tym, jak się d o tego zjawiska ustosunkować. Czy na przykład złodziej samochodów albo dziesioniarz (sprawca rozboju) to postacie, które społeczeństwo powinno karać z całą surowością? Również po to, żeby odstraszać od takich zachowań potencjalnych następców. Takie podejście (wyrażane choćby w słynnych akcjach typu „zero tolerancji”, robionych przez polityków pozujących na bezkompromisowych szeryfów) dość dobrze pasowało do społeczeństw żyjących według neoliberalnego zestawu zasad, gdzie czynniki takie jak kontekst ekonomiczny przestępczości lub pochodzenie klasowe sprawcy spychane były na plan dalszy. Oficjalnie zaś panowało przeświadczenie, że każdy ma wolny wybór i może zdecydować, czy żyje w zgodzie z prawem, czy też nie. W tym drugim przypadku musi się liczyć z konsekwencjami.

Takie podejście od zawsze wywoływało jednak sprzeciw. Krytycy wskazywali, że społeczeństwa szczycące się zerową tolerancją dla owych złodziei, dilerów i sprawców rozbojów są zakłamane. Karzą bowiem jedynie symptomy głębszych problemów społecznych, z których pospolita przestępczość wyrasta. Nie eliminują zaś ich przyczyn. Tradycja takiego głębokiego patrzenia na zbrodnię i występek jest długa i bogata. Mieści się w niej choćby „Opera za trzy grosze” Bertolta Brechta i Kurta Weilla, w której artyści mówią prowokacyjnie „najpierw żarcie, potem moralność". I pytają: „Czym jest włamanie do banku wobec założenia banku? Czym jest zamordowanie człowieka wobec wynajęcia człowieka?”.

A co na to ekonomia? Trafiłem niedawno na pracę „Job Loss, Credit and Crime in Colombia” („Zwolnienia, kredyt i przestępczość w Kolumbii”). Jej autorami są ekonomiści Gaurav Khanna, Carlos Medina, Anant Nyshadham, Christian Posso i Jorge Tamayo. Rzecz bazuje na danych z Medellin, drugiego co do wielkości miasta Kolumbii (2,3 mln ludzi). Mniej więcej od końca lat 70. i początku 80. Medellin cieszy się złą sławą – działalność kolumbijskich karteli narkotykowych jest tam szczególnie dotkliwa. Tylko w latach 2005–2013 aż 12 proc. całej męskiej populacji miasta była aresztowana przez policję. W grupie młodych (14–26 lat) ten odsetek wynosił nawet 21 proc. (11 proc. za narkotyki, 6 proc. za przestępstwa przeciwko mieniu, a 5 proc. za przestępstwa z użyciem przemocy). W takich miejscach jak Medellin proceder nie jest odstępstwem od zdrowej społecznej normy. To jedna z życiowych dróg obieranych przez sporą część mieszkańców.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.