Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Nie wolno nam wszystkiego

29 sierpnia 2019
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W ydarzenia związane z hejterską aktywnością grupy sędziów, spośród których co najmniej kilku pracowało w resorcie Zbigniewa Ziobry… nie toczą się jak lawina. Alfred Hitchcock mawiał, że dobry film zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma tylko rosnąć. Artykuł z Onetu był wstrząsem, tyle że później narracja obywatelskiego przerażenia putinowskimi chwytami rządu PiS raczej opadła, niż się wzmogła. Chwilowo? Na trwałe?

Sporo zasługi w takim przebiegu sprawy ma sam Ziobro. Dymisjonuje szybko (co prawda na polecenie Kaczyńskiego, ale ten siedzi w cieniu i minister wykorzystuje ten fakt, by prezentować się jako rozgrywający), wypowiada się jednoznacznie i inteligentnie wznosi oczy do nieba: „Ach, ci sędziowie, z nimi zawsze kłopoty…”. Chyba jednak większą rolę odgrywa mechanizm „O Boże, wilki!”.

Publikacji – wartościowej i ważnej – Onetu, a następnie „Gazety Wyborczej”, towarzyszyły oczekiwania nadmierne w stosunku do prawdy. Bo prawdą jest, że sędziowie związani z ministrem sprawiedliwości wymieniali się idiotycznymi komentarzami w sieci, a co najmniej trzech z nich wykorzystywało hejterkę MałaEmi (to jeden z jej sieciowych nicków) w, by tak powiedzieć, walce o Polskę. Jeden z nich był przy tym wiceszefem resortu, co tylko podnosi rangę afery. Natomiast nie jest prawdą, że w ministerstwie powstała farma trolli. Jedna trollica farmy nie czyni, zaś kilku sędziów to nie „ośmiornica Ziobry”. Nic bezpośrednio nie wiąże akcji sędziów, którym „majestat Rzeczypospolitej” pomieszał się z kuku na muniu, z ministrem sprawiedliwości. W ogóle w akcji MałejEmi nie da się zauważyć profesjonalizmu. Przeciwnie, to działania podłe, ale amatorskie.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.