Problem z wojewodami
Radykalnie wzrosła liczba uchylanych przez sądy administracyjne rozstrzygnięć nadzorczych wojewodów wydawanych wobec samorządów. Co z tym zrobić?
Wojewoda to instytucja, która w historii polskiej państwowości zajmuje niezwykłe miejsce. To jedna z tych nielicznych stałych na osi czasu, element naszej ustrojowej tożsamości, który istniał niemal od zawsze, choć w zmieniającej się formie. Tylko w ostatnich stu latach: wojewodowie byli kluczową instytucją terenowej administracji w czasach II RP, szczególnie pod rządami konstytucji kwietniowej, w PRL wojewodowie zniknęli wraz z resztkami samorządu terytorialnego w 1950 r., by wrócić za sprawą gierkowskiej reformy administracyjnej lat 1973–1975. Ich pozycja była bardzo silna, przynajmniej do 1983 r., kiedy w większym stopniu podporządkowano ich działającym na poziomie województwa radom narodowym, które były w tym czasie lichym erzacem samorządu terytorialnego.
III Rzeczpospolita nie tylko nie rozstała się z wojewodą, ale do czasu reformy administracyjnej 1998–1999 zachowała ich najważniejszą pozycję w województwie. Zarządzali, szafowali darami, nadzorowali samorząd i oczywiście w dalszym ciągu reprezentowali rząd. Wspomniana reforma miała tę sytuację radykalnie odmienić. Wojewodowie mieli pozostać przedstawicielami rządu w terenie, ale ich kompetencje do zarządzania nowo utworzonymi regionami miały przepłynąć do samorządu województwa. Wojewodowie mieli się stać w dużej mierze niewidoczni dla mieszkańców, tzn. pozbawieni wpływu na bieżące sprawy decydujące o jakości życia obywateli. Aktywizować mieli się w sytuacjach kryzysowych, zwłaszcza w czasie klęsk żywiołowych, kiedy mieli zapewnić odpowiednią koordynację działania różnych służb. To nie całkiem się udało.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.