Fikcja trzyma się mocno
N i e będzie podatku jednolitego, nie będzie testu przedsiębiorcy, osobnego opodatkowania dochodów z pracy i z działalności gospodarczej też pewnie nie. Historia dotychczasowych prób oddzielenia ziarna od plew, czyli prawdziwych przedsiębiorców od tych fałszywych, to obraz bezsilności państwa wobec systemu, gdzie słabych się gnębi, a mocnych hołubi.
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że prowadząc własną firmę, ponosi się o wiele większe ryzyko, niż pracując na etacie. Choćby z tego względu przedsiębiorca nie może być obciążony takimi samymi daninami jak pracownik. Problem z polskim indywidualnym przedsiębiorcą nie polega na tym, że państwo oferuje mu mały ZUS czy liniowy PIT, tylko na tym, że bardzo łatwo ubrać pracownika w szaty przedsiębiorcy, by powierzając mu tę samą pracę, co jego koledze zza biurka obok, zmniejszyć sobie koszty zatrudnienia. A jego przy okazji pozbawić wielu praw pracowniczych. Kłopot też w tym, że dzięki łatwości samozatrudnienia najwięcej zarabiający specjaliści sami z siebie mogą przybierać przedsiębiorcze pozy i korzystać z 19-proc. liniowej stawki PIT i ryczałtowych składek emerytalnych.
To, że bez przeszkód można dziś prowadzić fikcyjną działalność gospodarczą, służy gnębieniu słabych: najłatwiej na samozatrudnienie wypchnąć dziś młodych, wchodzących na rynek pracy, o słabej jeszcze pozycji przetargowej. Krzywda, jaką się im w ten sposób wyrządza, to przede wszystkim niższy kapitał, jaki będą w stanie odłożyć na emeryturę. System hołubi zaś silnych: pracodawcom pozwala zmniejszać koszty i przerzucać część ryzyka działalności gospodarczej na swoich pracowników – quasi-przedsiębiorców. A dobrze zarabiającym specjalistom zostawia więcej pieniędzy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.