Poruszalni, czyli najważniejsza cecha w demokracji
B ywały już najróżniejsze pomysły na uzdrowienie naszej zamotanej w toksyczne pseudodebaty demokracji. Na poziomie systemowym pojawiła się ostatnio propozycja rozmowy o zmianie ustroju Polski na bardziej zdecentralizowany, co mogłoby zapobiec pogrążaniu polityki centralnej w jałowych sporach ideologicznych i pozwoliłoby się nam efektywniej zająć kwestią obronności czy polityką zagraniczną. Wielu wygłaszało też pomysły na to, jak uzdrowić debatę publiczną poprzez transformację mediów, w których się ona odbywa, albo wręcz przez ograniczenie udziału w niej na zasadzie jakiegoś rodzaju cenzusu.
Ten ostatni sposób ma długą historię, która sięga starożytności. Także dziś takie cenzusy działają, choć najczęściej są sankcjonowane zwyczajem, a nie prawem. Dzieci zasadniczo nie uczestniczą w debacie publicznej, chyba że w specjalnych przypadkach (ostatnio takim przypadkiem jest młodzieżowe wzmożenie w sprawach klimatycznych). Prócz pewnego wieku, wymagamy też spełnienia kilku innych warunków, by w ogóle angażować się z kimś w publiczne spory – na przykład tego, by rozmówca był w pełni władz umysłowych czy był we właściwy sposób uwikłany w daną kwestię (nie będziemy, na przykład, rozmawiać o dystrybucji czystej wody na Ziemi z kosmitą, który od wody ginie, a jego rasa chce podbić naszą planetę i wyeliminować ludzkość).
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.