Gdańsk bierze to, co najlepsze, i odrzuca to, co skrajne. Wygrywa w wojnie prawaków z lewakami
K ilka lat temu prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zaproponował, żeby zwiedzić tunel. Każdy mógł przyjść go obejrzeć. Chodziło o budowany właśnie tunel drogowy pod Martwą Wisłą, znacząco skracający drogę z gdańskiego lotniska do portu. Ważna inwestycja, ale z drugiej strony do oglądania nie ma w nim niczego poza betonem i asfaltem. Mimo to zorganizowano dzień otwarty. I przyszło 16 tys. gdańszczan. Tak – szesnaście tysięcy.
Co takiego jest w Gdańsku? Urodziłem się w nim i wydaje mi się, że historia z szesnastoma tysiącami ludzi, którym chciało się spacerować betonowym tunelem, daje jakąś odpowiedź.
Ci ludzie są po prostu zakochani w swoim mieście. Do tego stopnia, że są w stanie zachwycać się niedokończoną inwestycją drogową. Myślą o niej „to nasz tunel”. Żeby tak myśleć, potrzebne są więź i identyfikacja z miastem. Niezbędna jest gdańska tożsamość oparta na wartościach, które to miasto w sobie ma od stuleci. To ta niezwykle silna tożsamość powoduje, że mieszkańcy Gdańska płaczą po swoim prezydencie. Przypuszczam, że dla wielu z nich, tak samo jak dla mnie, to był najważniejszy ze wszystkich prezydentów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.