Człowiek, który uratował tysiące jeńców
Rosyjscy historycy wciąż szukają dowodów na wymordowanie przez Polaków co najmniej 60 tys. jeńców. Polityczna potrzeba znalezienia „Antykatynia”, który zrelatywizowałby zbrodnie dokonane na polskich oficerach w 1940 r., ignoruje jednak znane od lat fakty
Niedaleko miasteczka Słupca, ok. 70 km od Poznania, na początku XX w. znajdował się jeden z największych w Europie obozów jenieckich, mogący pomieścić 40 tys. ludzi. Zbudowany przez armię pruską w czasie I wojny światowej był przeznaczony dla jeńców francuskich, brytyjskich i kanadyjskich, a w czasie wojny polsko-sowieckiej 1920 r. stał się największym obozem dla wziętych do niewoli żołnierzy Armii Czerwonej. To właśnie miejsce – Strzałkowo – wielu rosyjskich historyków wybrało na „polski Katyń”. Drugim takim miejscem jest obóz w Tucholi na Pomorzu, w którym rzekomo zginąć miało aż 22 tys. „krasnoarmiejców”.
U podstaw tezy o „Antykatyniu” oprócz politycznej potrzeby leżą liczby. Z obliczeń rosyjskich historyków wynika, że do polskiej niewoli w latach 1919–1920 trafiło od 110 do 200 tys. żołnierzy Armii Czerwonej. W ramach wymiany, po podpisaniu traktatu pokojowego w Rydze, do Rosji wróciło 65 797 żołnierzy. Brakowałoby więc od 55 tys. do niemal 135 tys., przy czym zwykle podawane przez Rosjan liczby to 60–80 tys. Dla historyków poszukujących „Antykatynia” to dowód na przeprowadzoną przez Polaków masową eksterminację. Jak było naprawdę?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.