Przytul mnie, robocie
Ludzie bezwzględnie potrzebują bliskości, ale czy koniecznie muszą czerpać ją od innych ludzi
Niezależnie od tego, jak zakończy się przygoda ludzkości z wirusem SARS-CoV-2, przypuszczalnie zmieni ona nasze obyczaje. Bo każda epidemia wysoce zakaźnej choroby jest w pewnym sensie antyspołeczna.
W roli bezwiednych nosicieli zatrudnia tych z nas, którzy utrzymują najwięcej więzi z innymi ludźmi, uderza w zwarte, niezatomizowane wspólnoty, oszczędza wyalienowanych samotników z wielkich miast. I wreszcie: narzuca zrozumiałą podejrzliwość w interakcjach – nawet wśród przyjaciół i rodziny. AIDS, które w latach 80. i później tak głęboko przeorało społeczne wyobrażenia bliskości oraz erotyzmu (będąc, co ważne, w pierwszej dekadzie występowania chorobą w zasadzie śmiertelną), wymagało, wyjąwszy rzadkie przypadki zakażenia krwi szpitalnej, jakiejś formy kontaktu seksualnego. COVID-19 nie potrzebuje nawet tego – wystarczy, że parę metrów od nas ktoś zacznie kaszleć.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.