Mistrzowie językowych metamorfoz [KSIĄŻKA]
Jest to – odtworzona w książce „Proto” z dużym talentem narracyjnym – opowieść o niesłychanym sukcesie. Chodzi przecież o grupę pasterzy, która 7 tys. lat temu rozpoczęła na Stepie Pontyjskim (rozciągającym się od ujścia Dunaju po Ural) swoją skomplikowaną, meandrującą wędrówkę ku dominacji, dzięki której pół świata mówi współcześnie którymś z języków indoeuropejskich.
Są dwa poglądy na językoznawstwo. Pierwszy – naznaczony traumatycznym doświadczeniem szkolnego wkuwania gramatycznych formułek – traktuje naukową lingwistykę jako lekką chorobę psychiczną, gatunek fioła, który jest wprawdzie nieuleczalny, ale też nieszkodliwy, o ile nie opuszcza zakurzonych bibliotek i tych oddalonych, zakamuflowanych pomieszczeń na uniwersytetach, gdzie żerują zdziwaczali profesorowie. Oczywiście: lingwistyka rodzi także – rzadko, bo rzadko, ale jednak – celebrytów, niemniej oni, znani z ekranów telewizyjnych i gazetowych łamów, nie są badaczami sensu stricto, lecz strażnikami normy językowej. A i tak ludzie mają ich za poczciwych ekscentryków.
Drugi pogląd jest, rzecz jasna, przeciwny – zgodnie z nim językoznawstwo to brama do wiedzy o istocie kultury i miłość na całe życie. Wykresy struktur syntaktycznych wyglądają wtedy jak zapis nutowy symfonii, analizy zestrojów akcentowych wprawiają serca w drżenie, przy pojęciach w rodzaju „ergatywu” albo „laryngału” z rozkoszy dochodzi do stanów przedzawałowych, a lingwistyka historyczna przypomina zafascynowanym czytelnikom śledztwa wielkich detektywów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.