Sztuczna inteligencja w krainie kangurów
Profesor Marek Kowalkiewicz, kierujący Katedrą Gospodarki Cyfrowej w Queensland University of Technology Business School, opowiada o aktualnych trendach w Australii, a także o wydarzeniach związanych z AI ważnych w skali świata.
Na ile wykorzystanie sztucznej inteligencji uznaje się w Australii za obszar wymagający uważnej regulacji? Przypomnę, że Australia jest światowym prekursorem, jeśli chodzi o uregulowanie dostępu dzieci i młodzieży do mediów społecznościowych.
To bardzo ciekawy temat. Rząd australijski na bieżąco analizuje ryzyka nowych technologii. Unia Europejska ma bardzo holistyczne podejście, jeżeli chodzi o regulacje związane ze sztuczną inteligencją. W Australii wygląda to nieco luźniej. Już w 2019 r. zostały wydane pierwsze zasady etyki dotyczące AI. W 2024 r. pojawiła się tzw. tymczasowa odpowiedź rządu australijskiego na sztuczną inteligencję. Natomiast w grudniu 2025 r. – Narodowy Plan Sztucznej Inteligencji. Niemniej jednak zapisano w nim wprost, że nie jest celem rządu wprowadzanie holistycznych uregulowań. Przejrzane zostaną poszczególne obszary, w których już istnieją regulacje, aby stwierdzić, czy uzupełnić je o mikroregulacje dotyczące sztucznej inteligencji.
Jaki jest poziom wykorzystania sztucznej inteligencji w świecie biznesu i przez instytucje publiczne?
Jeżeli chodzi o obszar publiczny, rząd krajowy, federalny, rządy lokalne i stanowe dużo robią, a mało mówią. Praktycznie każdy pracownik rządowy w Australii ma już w tej chwili dostęp do modeli językowych. Nie mówi się o tym dużo, ponieważ systemy sztucznej inteligencji budzą konsternację w społeczeństwie. W związku z tym są budowane i wdrażane w taki sposób, żeby wspomagały decyzje, a nie automatyzowały.
Jeżeli chodzi o biznes, mamy pełen przekrój. Są firmy, które w pełni wykorzystują możliwości sztucznej inteligencji, jak również takie, które nie wdrożyły nawet podstaw.
Napisał pan książkę „The Economy of Algorithms – AI and the Rise of the Digital Minions”, tytuł polskiego wydania to „Sterowani algorytmami. Nie pytaj, czy AI rządzi biznesem, pytaj, jak bardzo”. Zapytam więc: jak bardzo rządzi?
Bardzo, bardzo, bardzo. Kto zostanie przy sterach, AI czy my, to wciąż zależy od nas, ale musimy sobie bardzo jasno powiedzieć: to nie od biznesu, nie ode mnie jako przedsiębiorcy, klienta, uczestnika procesów gospodarczych, zależy czy sztuczna inteligencja będzie rządziła biznesem. To już się dzieje. Firmy, które decydują się trzymać z daleka od AI, często nie zdają sobie sprawy, że ich klienci już z niej korzystają, więc nie da się przed tym uciec. Każdy przedsiębiorca może sobie zadać pytanie: co nowego umożliwiają mi nowe technologie związane ze sztuczną inteligencją? Co staje się możliwe, co było niemożliwe jeszcze wczoraj?
W ostatnim tygodniu lutego tąpnęły na giełdzie notowania akcji IBM, potem odrabiały straty, sytuacja była dynamiczna. Chodził o obawy, że AI zastąpi konsultantów zajmujących się językiem COBOL, co jest istotne dla biznesu firmy. Czy wiele nas czeka podobnych emocjonujących wydarzeń?
Będzie ich bardzo wiele. To tąpnięcie, największe od 25 lat, było ciekawym zdarzeniem. Kiedy bowiem firma Anthropic pokazała te możliwości systemu Claude Code, nie prezentowała nowej funkcjonalności wdrożonej tydzień temu. Ona istniała już od kilku miesięcy, teraz została przedstawiona.
IBM i systemy COBOL to było podejście, które nazywamy „fosą konkurencyjną”. IBM zbudował fosę wokół swoich systemów, aby bardzo trudno było przenieść je czy też dane z nich do systemów konkurencji. Fosą był język COBOL, trudny do zrozumienia. Po tym, co zobaczyliśmy w ostatnim tygodniu, okazało się, że ta fosa to zwykły kanał, z którego bardzo łatwo wyssać wodę, korzystając ze sztucznej inteligencji.
Podobne fosy mają takie firmy jak SAP, Oracle itd. Dla mnie to ekscytujące, dlatego że oznacza, iż pewne firmy informatyczne będą musiały znaleźć nowe obszary przewagi konkurencyjnej, zastanawiać się, jak budować lepsze systemy, a nie jak chronić je przed wyciągnięciem danych i przeniesieniem do innych.
W jednym z ostatnich podcastów „The Economy of Algorithms” mówił pan, że Moltbook jest jak Facebook, ale dla botów. Opowiadał pan o tym, że agenci AI mają teraz własne sieci społecznościowe, w pewnym sensie sklepy z aplikacjami, platformy rekrutacyjne. Czy to jest zwiastun czegoś jeszcze większego?
Moltbook (po zakończeniu rozmowy pojawiła się informacja o jego przejęciu przez Metę – red.) to taka sieć społecznościowa, ale dla agentów sztucznej inteligencji, dla botów. Jest systemem, na którym mogą zalogować się boty. W ciągu pierwszych dwóch tygodni znalazło się ich w niej ponad 2,5 mln. Teraz jest ich więcej. One wszystkie wymieniają wiadomości, tworzą nowe wątki dyskusyjne. Być może trochę udają, że komunikują się ze sobą, są w końcu tylko algorytmami, ale Moltbook jest bardzo ciekawym przykładem pokazującym, jak agenci sztucznej inteligencji, np. boty, które reprezentują ludzi czy przedsiębiorstwa, potrafią wejść na platformę, w zasadzie stronę internetową i dzielić się informacjami, podejmować wspólnie decyzje. To pokazuje, że w przyszłości będą platformy, na których takie boty będą dyskutować, umawiać nas na spotkania, negocjować ceny w wielostronnych negocjacjach, czy może szybko rekonfigurować łańcuchy dostaw, gdy któryś z prezydentów zdecyduje się wprowadzić nowe taryfy celne.
Rozmawiał: Jacek Pochłopień
Partnerzy projektu:
Rozmowy i debaty można obejrzeć na cyfrowa-gospodarka.gazetaprawna.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu