Woś obserwuje. Wyprawa do wnętrza głowy bankiera z EBC
Co faktycznie siedzi w głowach kierujących EBC bankierów z krajów tworzących strefę euro? Czy jest to instytucja uparcie liberalno-konserwatywna? Czy może już nie, bo otworzyła się na ekonomiczne i polityczne nowinki?
Gdy ponad 30 lat temu Francuzi i Niemcy ustalali kształt europejskiej integracji walutowej, umówili się na kilka rzeczy. Niepisaną zasadą było np., że prezesem Europejskiego Banku Centralnego nie będzie Niemiec. A to dlatego, żeby ichniejszy sposób myślenia o polityce pieniężnej (strach przed inflacją, niechęć do luźnej polityki monetarnej i do dzielenia się przez niemiecką gospodarkę zyskami z eksportu z importerami netto w ramach strefy euro) był równoważony przez odmienne punkty widzenia. Z drugiej strony Niemcy zadbali o to, by całość integracji w UE odbywała się na podstawie ich przepisów. Tak powstały do cna niemieckie kryteria spójności, czyli sławne/niesławne limity długu publicznego i deficytu budżetowego.
W efekcie mamy od trzech dekad w Europie twór o nazwie EBC, który niby nie jest niemiecki, a który w sytuacjach kryzysowych zachowywał się jednak zawsze bardzo niemiecko. Najbardziej martwił się o stabilność cen, zmuszał kraje Południa do drastycznych polityk deflacyjnych i fiskalnych oszczędności i nawet gdy w końcu zaczął sięgać po nieortodoksyjną politykę monetarną, to zrobił to dopiero w czasie pandemii – czyli ponad dekadę po tym, jak na drogę luzowania ilościowego wszedł amerykański Fed.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.