Trzaskowski kontra Sikorski, czyli trudna lekcja demokracji w KO
Prawybory w PO (w których, co dziwne, ma uczestniczyć cała KO) „pozostawią po sobie blizny”, jak pisze w ostatniej „Polityce” Rafał Kalukin. Ma rację? Autor stawia tezę, że specyficzna kampania wymknęła się spod kontroli, bo miało być dżentelmeńsko, a jednak w wypowiedziach Rafała Trzaskowskiego i Radosława Sikorskiego pojawiały się uszczypliwości wobec siebie nawzajem. A przecież my umiemy tylko walić w PiS. Bardziej się zatem zagotowało w szeregach PO, niż miało.
Jednak jeżeli prawybory miały jakikolwiek sens, to właśnie taki, by walka nie była udawana. Zresztą Kalukin pisze, że Tusk po prostu manipuluje Trzaskowskim, aby zmobilizować go do waleczności, przekonać, że „władzy nie można dostać, tylko trzeba ją sobie wywalczyć. Niemniej skutkiem tych prowokacji jest najczęściej dezorientacja Trzaskowskiego, który nigdy nie wie, czy Tusk mu sprzyja, czy też szykuje przeciwko niemu intrygę”. Jeżeli premier prowokuje „młodszego kolegę”, to znaczy, że o dżentelmeńskiej grze mowy nie było. A jeżeli przy tym dokłada do prowokacji dezorientację, sam zaostrza poziom realnych emocji. Każdemu puszczają nerwy, kiedy znienacka sędzia zdejmuje mu bierkę z gry i puszcza dym z cygara prosto w twarz.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.