Wolność zakrywana pożyczką. Dlaczego prawica odrzuca związki partnerskie?
Nie trzeba być konserwatystą ani nawet prawicowcem, by bronić świętości węzła małżeńskiego. Pospolitość, by nawiązać do (prawie) wieszcza, skrzeczy – rozwody są powszechne, życie bez ślubu jest powszechne, patchworki są powszechne. Niemniej są argumenty dobre i rozumne za tym, by rodzinę opierać na małżeństwie, najlepiej trwałym. Cała możliwa dyskusja nad orientacją promałżeńską ma się jednak nijak do kwestii związków partnerskich. Jak głoszą popularne memy: „Jesteś przeciw? Nie zawieraj”.
Wzburzenie części prawicy w tym przypadku nie miało i nie ma sensu moralnego. Prawica, przynajmniej w teorii, godzi się z odpowiedzialnością jednostki za własne życie. Nic więc dziwnego, że bardziej jest za wolnością w życiu społecznym niż lewica. Ta uznaje niezaradność jednostek za polityczne dobrodziejstwo, stara się, by wiązały one swój dobrostan przede wszystkim z pomocą państwa. Tak, tak, PiS, kiedy rządził, nie był od tej wizji odległy – ale czy charakterystyczny dla tej partii protekcjonalizm społeczny musi się przejawiać w odrzucaniu dobrowolnych związków, zawieranych zgodnie z sumieniem jednostki?
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.