Jessica Bruder: Amerykański optymizm czasami ma toksyczny wymiar [WYWIAD]
Kapitalizm jest znakomitym narzędziem ekonomicznym, ale nie powinien być ostateczną wyrocznią rządzących. Bo to nie żadna boska siła. Rynek ma być użyteczny dla społeczeństwa. Odwrotność stanowi społeczeństwo rynkowe, w którym to reguły ekonomiczne mają pierwszeństwo. Z Jessicą Bruder rozmawia Piotr Kofta.
Jak zaczęła się ta długa przygoda? Od artykułu dla „Harper's Magazine” w 2014 r.? Znalazłem tytuł: „The End of Retirement. When You Can't Afford to Stop Working” (Koniec ery emerytur. Kiedy nie stać cię na to, żeby przestać pracować).
Tak, przygotowując ten reportaż spędziłam dwa styczniowe tygodnie 2014 r. w namiocie w Quartzsite w Arizonie i spotykałam się z ludźmi, którzy przez całą resztę roku jeżdżą po kraju za pracą. Styczeń to czas, kiedy różne okazjonalne zatrudnienia się kończą, a wędrowcy zjawiają się w Arizonie, na pustyni Sonora, żeby obozować. Tu jest tanio i ciepło.
Co sprawiło, że została pani przy tych ludziach i tym temacie?
Kiedy zbierałam materiały do reportażu i kiedy go pisałam, pojawiało mi się w głowie mnóstwo pytań, które, czułam to, nie znajdują odpowiedzi w takiej relatywnie krótkiej formie. Jeśli człowiek zajmuje się pisaniem non-fiction, świat staje się w pewnym sensie jego lekturą. Czytasz świat i – tak samo, jak przy czytaniu powieści – chcesz wiedzieć, co będzie dalej. Rozwijanie tego artykułu w książkę sprawiało mi ogromnie dużo przyjemności, zwłaszcza że mogłam skorzystać z techniki, którą nazywamy „immersion journalism” (dziennikarstwem uczestniczącym): zamiast spotykać się z kimś na krótko, na jedną rozmowę, w jakimś neutralnym otoczeniu...
Czyli tak, jak teraz tu siedzimy.
W pracy reporterskiej staram się spędzać z moimi bohaterami możliwie dużo czasu, wracać do nich, sprawdzać, co się zmieniło. W wypadku „Nomadland” trwało to trzy lata, w co wliczam i to nocowanie pod namiotem, i początki pracy nad książką, i późniejsze podróżowanie vanem. Namiot to był zresztą głupi pomysł – w takich miejscach jak Quartzsite bardzo cię on ogranicza, choćby z tego powodu, że musisz się trzymać w miarę blisko toalety. Moi rozmówcy nocowali swobodnie na pustyni, ja musiałam do nich dojeżdżać. I oczywiście parę razy kompletnie się zgubiłam w ciemności. W tym dziennikarskim zanurzeniu – podkreślam – nie chodzi o to, by udawać, że się jest bohaterem własnego reportażu, i ja, jeżdżąc vanem po Stanach, nie udawałam, że jestem współczesnym nomadem, chciałam po prostu podejść do tych ludzi jak najbliżej.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.