Przygoda nadmiaru przedmiotów. "Dowolny znaleziony przedmiot może stać się dziełem sztuki"
Rynek kolekcjonerski opiera się na wartości oznaczanej w pieniądzach. Mnie w rzeczach nie obchodzi ich cena, tylko historia, jaka za nimi stoi. Może właśnie w nieudolnej kopii albo w banalnym, zniszczonym przedmiocie odnajdziemy coś interesującego? – mówi Kora Tea Kowalska.
Nastawiłam się na rozmowę o kolekcjonowaniu rzeczy, ale podobno ogłosiła pani, że skończyła ze zbieractwem.
Rzeczywiście, ostatnio zamiast kupować, coraz częściej przynoszę rzeczy z własnych piwnic albo z miejsc, w których coś odłożyłam na potem, a teraz to znajduję i znowu mnie zachwyca. To takie wtórne zbieractwo. Myślę, że gdy raz się połknie bakcyla zainteresowania materią, to zostaje z nami na zawsze. Ale można też go w sobie przemodelować, np. zrezygnować z tego dzikiego pędu przynoszenia rzeczy do domu. Bo to wciąż konsumpcjonizm, choć inny, bardziej pożeranie resztek, ale polega na tym samym – zbieractwo to ciągły głód posiadania albo interesowania się wszystkim, bo wszystko ma potencjał do zebrania.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.