Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Zemsta ponad wszystko

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Adaptacja mrocznego komiksu wydawnictwa DC. Niepozbawiona zalet, ale Jonah Hex zasłużył na lepszy film

Okaleczony łowca nagród przemierza Dziki Zachód w poszukiwaniu zemsty - klisza stara niczym western, a jednocześnie temat samograj. Twórcy komiksowej serii "Jonah Hex" - w Polsce nigdy niewydawanej - potrafili zazwyczaj ten atut wykorzystać. Posępny rewolwerowiec, stający do walki z całym światem, a jednak żyjący według specyficznego kodeksu honorowego: Heksa niełatwo polubić, ale można się do niego przywiązać. To jeden z najciekawszych komiksowych antybohaterów, nawet jeśli nie wszystkie albumy o nim zasługują na uwagę.

Powinien więc sprawdzić się także w filmie. Tym bardziej, że zagrał go idealnie obsadzony Josh Brolin, a za scenariusz zabrali się Mark Neveldine i Brian Taylor, spece od hollywoodzkich prowokacji, twórcy kontrowersyjnej "Adrenaliny". Coś jednak poszło nie tak.

Początek filmu jest obiecujący - walczący w czasie wojny secesyjnej po stronie konfederatów Hex wypowiada posłuszeństwo swojemu dowódcy Quentinowi Turnbullowi (John Malkovich), który rozkazał spalenie szpitala, i dezerteruje z armii.

Wiele lat po wojnie ich ścieżki ponownie się krzyżują: Turnbull w akcie zemsty zabija rodzinę Heksa, a jego samego okalecza, wypalając mu na twarzy niewolnicze piętno. Quentin ma także swoje plany wobec Stanów Zjednoczonych - wykrada z magazynów amerykańskiej armii śmiercionośną broń i rusza na Waszyngton, by przejąć władzę w kraju. Tymczasem prezydent Ulysses Grant wynajmuje Heksa, by ten powstrzymał swojego odwiecznego wroga.

Po filmach takich jak "Jonah Hex" można oczekiwać jedynie rozrywki. I tę, przynajmniej do pewnego momentu, dostajemy nawet w przyzwoitej postaci. Nie przeszkadzają nawet specjalnie dołożone przez scenarzystów wątki nadnaturalne (Hex ma zdolność ożywiania zmarłych).

Film jest przy tym nieźle nakręcony, ma świetną muzykę grupy Mastodon, a przez ekran przewija się plejada gwiazd. Oprócz wymienionych ważne role grają tu Michael Fassbender, Aidan Quinn i Megan Fox (która jak zwykle raczej wygląda, niż gra). Jedynie Josh Brolin traktuje swoje zadanie poważnie - mimo coraz większych dziur w scenariuszu do końca stara się wycisnąć ze swojej postaci coś więcej niż cedzone przez zęby pomruki.

Jednak im dalej, tym gorzej - z mrocznego antywesternu zmienia się w opatrzoną wymuszonym poczuciem humoru historyjkę w stylu "Bardzo Dzikiego Zachodu" (tam zresztą też marnowali się znakomici aktorzy). I choć na początku lont pali się jasnym ogniem, w finale zamiast wielkiego wybuchu mamy co najwyżej trzask odpalonej na 4 lipca petardy.

@RY1@i02/2010/255/i02.2010.255.196.028a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2010/255/i02.2010.255.196.028a.002.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.