Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Polak, który zachwycił całą Francję

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Ireneusz Jeleń najpierw został wybrany przez piłkarzy i trenerów francuskiej Ligue 1 najlepszym piłkarzem miesiąca, a później wyprowadził Auxerre na pierwsze miejsce w tabeli. Napastnik reprezentacji mówi DGP o swojej drodze na szczyt

ROZMOWA

Nagrody miały być dwie, a dostałem tylko jedną. To klubowa statuetka dla piłkarza miesiąca, którym zostałem dzięki głosowaniu kibiców na oficjalnej stronie Auxerre. Natomiast prestiżowej nagrody za tytuł piłkarza października w całej lidze się nie doczekałem. Zresztą nawet nie wiem, czy taka statuetka istnieje, czy po prostu Stowarzyszenie Zawodowych Piłkarzy ogłasza, kto zdobył wyróżnienie, i na tym koniec.

Taka nagroda to jest coś! O tym, kto wygra, decydowali przecież w dużej mierze trenerzy i piłkarze z Ligue 1. To, że mnie docenili, da mi kopa do jeszcze cięższej pracy. W kwietniu również udało mi się awansować do ścisłego finału tego plebiscytu, ale zwyciężył kto inny. Myślę, że ten październik był rzeczywiście najlepszym miesiącem w całej mojej karierze we Francji.

I bardzo żałuję. Tyle się o mnie pisało przed tym meczem, oczy wszystkich były skierowane na mnie, chciałem więc pokazać coś specjalnego, tymczasem rozczarowałem. Obrońcy Monaco dobrze mnie pilnowali, skutecznie odcinali od podań. Na szczęście wyręczyli mnie koledzy i ostatecznie wygraliśmy 2:0.

Urazu kolana doznałem jeszcze przed wyjazdem na zgrupowanie reprezentacji Polski i, niestety, mimo serii zabiegów wciąż odczuwałem ból. Po meczu z Rumunią na fatalnej murawie było już tylko gorzej. Franciszek Smuda uznał, że mój dalszy pobyt na obozie nie ma sensu, bo muszę się wyleczyć, skoro we Francji czekają mnie trudne ligowe potyczki. Po powrocie od razu dostałem w klubie zastrzyk w kolano, ale cudów nie ma - leczenie jeszcze potrwa. Dwa razy dziennie jeżdżę na zabiegi. Podczas meczu z Monaco kolano nadal bolało i obawiałem się, że kontuzja może się pogłębić. Do tego doszła presja związana z chęcią pokazania się publiczności w tym wyjątkowym dla mnie spotkaniu. I stąd słabszy występ.

Nie sądzę. Po prostu prezentowałem się słabo. Dopóki prowadziliśmy 1:0, trener wciąż liczył, że coś strzelę, bo Monaco musiało się odkryć i cały zespół czekał na moje kontry. Przy stanie 2:0 przestałem być niezbędny, a że byłem też coraz wolniejszy, to musiałem zejść z boiska. Trener zawsze wierzy we mnie do końca. Teraz ma nadzieję, że na sobotni mecz z PSG będę już w stu procentach gotowy.

Wszyscy w drużynie podchodzimy do tego spokojnie, bo zdajemy sobie sprawę, że będzie nam ciężko utrzymać to pierwsze miejsce. W L’Equipe napisali, że jesteśmy liderem z przypadku, i nawet się temu nie dziwię, bo przecież na początku sezonu wróżono nam spadek z Ligue 1. Kiedy inni się wzmacniali, z Auxerre odszedł Thomas Kahlenberg, po którego podaniach strzelałem najwięcej bramek. Mocno stąpamy po ziemi i wiemy, że naszym sukcesem będzie już zajęcie piątego czy szóstego miejsca i awans do europejskich pucharów. Ale skoro już wskoczyliśmy na pierwszą pozycję, to będziemy oczywiście chcieli pozostać w czołówce.

Bez przesady. Trener wychwala nas w prasie, a działacze są bardzo zadowoleni, jednak przed nami kolejne ważne mecze. W sobotę gramy z PSG i spodziewamy się ciężkiej batalii. No, ale to my jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo jeśli przegramy, nic wielkiego się nie stanie. Jedziemy do stolicy naładowani energią.

To bardzo fajna sprawa, ale nie chciałbym, żeby tak było non stop. Chłopaki nie powinni czuć, że są ode mnie zależni. Inna sprawa, że ostatnio gra faktycznie układa nam się tylko wtedy, gdy jestem na boisku. Nie ma Irka - Auxerre przegrywa. Może problem tkwi w podświadomości chłopaków? Zakodowali sobie, że Jeleń jest niezastąpiony, że bez niego nie ma wyników? Można tak pomyśleć, przeglądając meczowe statystyki. Już drugi raz tak się dzieje - najpierw w styczniu, no i w tym sezonie. Ale na sukces pracuje cała drużyna, nie tylko ja. W tym sezonie wszyscy komentatorzy podkreślają, że tworzymy wyjątkowy kolektyw. Mówią: Auxerre to zgrana paka.

Przyklejono mi łatkę gościa, który nie uczy się języka, i tak się to za mną ciągnie. A przecież ja naprawdę nigdy nie miałem problemów z komunikacją z kolegami. Mówiłem słabo, ale dramatu nie było. Ostatnio udzieliłem nawet wywiadu francuskiej telewizji i wszyscy w klubie byli w szoku, że tak dobrze mi poszło. Może ludzie myślą, że nie znam języka, bo ja w ogóle mało mówię? Taki już po prostu jestem. To, że nie bryluję, nie znaczy jednak, że się źle w klubie czuję. Atmosfera jest świetna, wręcz rodzinna. Z kibicami też nie ma żadnych problemów - nawet jak ratowaliśmy się przed spadkiem, klepali nas po ramieniu i mówili: spokojnie, będzie lepiej.

Na pewno jestem rozpoznawany i lubiany, ale Auxerre to niewielkie miasto i spokojny klub - grając tu, nie czuje się presji.

Dalej mecz przeciw PSG (śmiech). Nie zastanawiam się, co będzie za pół roku, to się jeszcze okaże. Nie po to w czerwcu przedłużałem kontrakt z Auxerre, żeby teraz na siłę stąd wyjeżdżać. Zobaczymy po sezonie, jak będę się prezentował, czy będziemy grać w Europie, czy dostanę ciekawe oferty z innych klubów. Kiedy dzwonią menedżerowie, od razu odsyłam ich do mojego agenta Tomka Kaczmarczyka, któremu ufam w stu procentach.

Trochę się z tej wiadomości z Tomkiem pośmialiśmy. Może i jakieś ziarenko prawdy w tym jest, ale co innego obserwować jakiegoś piłkarza, a co innego go kupić.

Szarmach to klubowa ikona i nic dziwnego, skoro w pięć lat strzelił dla Auxerre ponad 90 bramek. Ja po czterech mam ich raptem 33. Owszem, niektórzy mnie z nim porównują, ale ja tego wcale nie chcę. Niech mnie postrzegają jako Irka. Nie muszę iść na siłę czyimś śladem.

Raczej wyrównał. Gram we Francji już kilka lat i z każdym rokiem Ligue 1 jest moim zdaniem silniejsza. Kiedyś były tu tylko Olympique Lyon, Marsylia i długo, długo nic, a teraz OL wydał miliony euro na transfery i nic im te gwiazdy nie dają, skoro remisują z Grenoble.

Trzeba dać trenerowi Smudzie czas, żeby to wszystko poukładał. Dostał drużynę, którą musi wyciągnąć z dołka. Zdajemy sobie sprawę, że przed nami ciężka praca, ale wierzymy, że możemy razem coś osiągnąć. Nie znałem wcześniej Smudy, ale przed zgrupowaniem z Darkiem Dudką i Kubą Błaszczykowskim spotkaliśmy go przypadkiem na lotnisku w Monachium. Długo z nami rozmawiał, starał się złapać kontakt, widać u niego dużą charyzmę. Na obozie powtarzał, że nie chce, by jego piłkarze grali długie piłki. Woli krótkie, dołem, i gdy graliśmy w dziadka, ten kto podbił piłkę, od razu wędrował do środka. Było trudniej, ale przyjemniej. I fajnie, że jest w nas teraz ta radość, bo nie chodzi tylko o to, by odbębnić trening. Musimy stworzyć zespół.

@RY1@i02/2009/230/i02.2009.230.000.0020.001.jpg@RY2@

Skuteczność najlepszej obecnie drużyny we Francji jest zależna od formy Jelenia

newspix.pl

(1974-80)

(1978-81)

(1980-83)

(1980-85)

(1982-86)

(1987-90)

(1990-92)

(1998-99)

(1998-2000)

(2001-02)

(2002)

(2005-08)

(2006-08)

(2006-)

(2008-)

, obecnie najlepszy polski piłkarz. Od 2006 r. gra w Auxerre. Zanim został zawodowym piłkarzem, dorabiał jako tzw. mrówka na przejściu granicznym w Cieszynie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.